Kartki świąteczne jak zrobić samemu

Kartki świąteczne jak zrobić samemu


Kiedy w październiku ogłaszałam moje

świąteczne wyzwanie,

odezwały się głosy, że to jeszcze za wcześnie, że przesada...
Nim się dobrze rozejrzałam, jest już końcówka listopada.
To niewiarygodne jak ten czas leci. 

We własnym tempie, w miłej atmosferze, działa moja grupa na facebooku. Zapisało się do niej ponad 100 osób. Jest to dla mnie bardzo miłe doświadczenie i możliwość bliższego obcowania z kreatywnymi dziewczynami. 

Moja pierwsza kartka świąteczna powstała jako inspiracja na mini wyzwanie ogłoszone przeze mnie w grupie.


kartka świąteczna, kartka bożonarodzeniowa, kartka religijna




W jego ramach miała powstać kartka z motywem religijnym
I takie karteczki dziewczyny zrobiły, choć atmosfera jeszcze nie taka, obowiązków sporo...
Ogromnie mnie to cieszy, bo dla mnie to duża satysfakcja, że mogę kogoś motywować i zarażać swoją pasją.
Szczególnie chciałabym podziękować Marioli z bloga Mysia norka, która podjęła wyzwanie i stworzyła swoje pierwsze kartki.




Pomyślałam, że może  ktoś z Was chciałby też spróbować swoich sił w robieniu kartek świątecznych, więc parę rad mu się przyda.

Kartki świąteczne, jak zrobić samemu.

1. Najbardziej popularne i stosowane przeze mnie formaty kartek to 15x15 cm oraz pionowa 21x15 cm. Jeśli kupujecie bazy w zestawach z kopertami, to jest łatwiej. Jeśli jednak robicie je same, to polecam dostosować ich rozmiar do kopert, pudełek czy torebeczek, które posiadacie i w które będziecie je pakować.
Do stworzenia własnej bazy nada się świetnie blok techniczny, tekturki np. z okładek zeszytów, czy jeśli ktoś posiada stosowne rozmiarem resztki papieru scrapowego. Scraobooking jak większość hobby, jest dość kosztowny, dlatego zawsze szukam tańszych rozwiązań. 
Ostatnio w Empiku nabyłam  blok techniczny o gramaturze 250g/m2 za 3,69 zł. i blok papierów kolorowych w tonacji niebieskiej (były też inne kolory) 20 kartek za 7,99 zł
Właśnie z nich powstały bazy do moich kartek.

 

2. Ważną kwestią jest kompozycja. To decyduje o wrażeniu na pierwszy rzut oka, czy kartka nam się spodoba. Podstawą kompozycji jest element centralny, zwykle największy ( ale uwaga nie zawsze musi być na środku kartki. Wokół niego tworzymy kompozycję z mniejszych elementów.
Lubię stosować w kompozycji warstwy. To dodaje kartce szyku i wrażenia trójwymiarowości. Polega to na klejeniu na sobie kilku warstw papieru, zwykle o 0,5 cm mniejszych od poprzedniej. Do tego używam specjalnych piankowych taśm dystansujących. Możecie użyć do tego kawałka tektury z kartonu. Na kartce świątecznej poniżej, widać szparę pomiędzy papierem naklejonym na bazę a tym w kratkę powyżej. 
Nie doklejam też dokładnie i na płasko dodatków, szczególnie kwiatków. Podniesione płatki poinsecji, dodają kartce lekkości.


Kwiatek został wycięty ręcznie z wydrukowanego wzoru z netu, na zwykłym papierze do ksero. Trzy warstwy nakleiłam środkami na siebie, brzegi pomalowałam złotym pisakiem. Jak widzicie, nie trzeba mieć maszynki do wycinania wzorów, żeby zrobić coś fajnego.  

Mam nadzieję, że moje drobne rady przydadzą się komuś w jego początkach z kartkowaniem. Może dla kogoś to będzie impuls, żeby spróbować swoich sił w tym temacie.

I oczywiście nadal serdecznie zapraszam chętnych do

mojej kreatywnej grupy na facebooku.

Artystyczny nieład

Artystyczny nieład


Kiedy pokazałam mój pierwszy wpis do  

art journala

mojemu domowemu recenzentowi usłyszałam, że panuje w nim ... nieład. 
Nie ma w nim proporcji, harmonii i porządku. Że odzwierciedla on stan mojego umysłu :-)
I to akurat w tym przypadku, był komplement. Bo chyba w sztuce chodzi o ten indywidualny wyraz i  emocje przekazywane przez twórcę.
Użyłam tu porównania na wyrost, bo przecież artystką nie jestem, choć od dawna aspiruję w marzeniach do tego grona. 

W formie artjournalowej odnalazłam ujście, na razie dość ostrożne i jeszcze niewprawne, swoich myśli, marzeń i emocji. 
Tak bardzo spodobała mi się ta forma, że w krótkim czasie powstał kolejny wpis do art journala
  art journal, dziennik artystyczny, wpis do art jornala

Tym razem uwieczniłam w nim swoje małe osobiste święto, dzień imienin. Kolorystyka i motyw kwiatowy stanowiący tło są  symbolicznie związane z łacińską wersją mojego imienia.

 
Zasuszone kwiaty pochodzą z bukietu od najbliższych, a motyw kartek z książki wskazuje na moją pasję do czytania.


Tak w ogóle, to uważam, że ta forma jest idealna do założenia sobie zielnika. I na pewno jeszcze ten pomysł rozwinę.
Mój art journal zyskał również okładkę.



I nie brakuje na niej moich osobistych życiowych symboli.
Ciekawa jestem czy jesteście je w stanie odczytać.
Zapraszam do kreatywnej zabawy!
Art journal

Art journal


Chyba już przyzwyczaiłam Was do tego, że moje hobby ewoluuje w szaleńczym tempie :-) Ja to składam na karb mojego niespokojnego ducha i nieumiejętności skupiania uwagi przez dłuższy czas na jednym bodźcu.

Art journalingiem zainteresowałam się dość dawno, kiedy zaczęłam zagłębiać się w różne papierowe techniki. Obserwowałam piękne prace innych dziewczyn i planowałam, że kiedyś tego spróbuję. 
Myślę, że to naturalna konsekwencja tego, że prowadzę planer, kóry zamienia się naprzemiennie w zeszyt do 

handletteringu

bullet journal


Właściwie wszystko jest do siebie podobne i pokrewne. Bullet journaling i art journaling dzieli tak na prawdę cieńka granica, bo przecież prezentowałam Wam ostatnio mój 

artystyczny jesienny obrazek,

który został wykonany właśnie w bullet journalu, przeznaczonym przecież do planowania.


Czym zatem jest ów art journal? Tłumacząc dosłownie chodzi o dziennik artystyczny
Jest to rodzaj pamiętnika, w kórym wspomnienia utrwalamy za pomocą obrazu. Wykorzystując do tego większy zakres materiałów, niż ma to miejsce w bullet journalu. Tam z reguły wkorzystuje się kolorowe długopisy, mazaki, zakreślacze, czy też kredki, które ja użyłam w swoim.

Natomiast dziennik artystyczny przypomina obraz. Malujemy więc farbami, pastami strukturalnymi i dekoracyjnymi. Przyklejamy wstążki, koronki, cekiny, drobne elementy drewniane czy metalowe. Tak na prawdę wszystko, co da się ujarzmić w tej formie.
Oczywiście potrzebna jest do tego odpowedniej grubości baza papierowa, która to wszystko udżwignie. Ale widziałam takie obrazki stworzone również na bazie starej książki.




Moje powstały w specjalnie dedykowanym do tego celu małym albumie.



Co obrazuje mój wpis w art journalu?
Uwieczniłam na nim pewien urokliwy spacer w parku i zebrane tam liście. A jego zwieńczeniem była kolacja w nowo odkrytej sympatycznej restauracji.







Podoba się Wam taka forma dokumentowania wspomnień?
Jesienne dekoracje

Jesienne dekoracje


Ja jak zwykle w temacie dekoracji sezonowych pozostaję w tyle. Moją uwagę pochłania wiele spraw, w które się zaangażowałam i nie zawsze te krótkoterminowe potrzeby dekoratorskie mają u mnie pierwszeństwo.

I tak jest właśnie z dekoracjami jesiennymi. Na Waszych blogach pełno jest dyń, jesiennych stroików i barw. Celowo w tym roku zrezygnowałam z dekoracji mieszkania dyniami baby boo, czyli białymi małymi skarbami jesieni. Bo przekonałam się w ubiegłym roku, że białe to one są tylko chwilę po przyniesieniu do domu. W ciepłym mieszkaniu szybko stają się żółtawe i rdzawe. A tak w ogóle, w rzeczywistości białe to one są tylko na zdjęciach, bo w realu mają raczej kremowe ubarwienie.

Tak więc w tym roku jesienne dekorowanie mieszkania zostało przeze mnie zbojkotowane. Tym bardziej, że ostatni czas spędzałam na działeczce i tam mogłam podziwiać na bieżąco eksplozję jesiennych barw.
Jednakże zatęskniłam za moim papierowym hobby i zabawą w wycinanie i klejenie. A pod wpływem spaceru w jesiennym parku, postanowiłam zmalować sobie liście. Tak powstała moja wersja pastelowej jesieni.



Szablony liści znalazłam w sieci, wydrukowałam, pokolorowałam je ołówkowymi kredkami oraz metalicznymi flamastrami i zawiesiłam na gałązce wierzby mandżurskiej, którą często wykorzystuję do dekoracji.

 


Tak mi się spodobała ta dziecięca zabawa, że stworzyłam sobie coś na kształt wpisu w artystycznym żurnalu. Wykorzystałam do tego mój planer ,
który jest kompilacją wszelkich moich pomysłów na notes, pamiętnik czy zapiśnik.


 
Rozkładówka jest mieszanką różnych technik: rysunku, malowania farbami akwarelowymi, wyklejania
i hand letteringu


 
I co sądzicie o moich pseudoartystycznych poczynaniach? :-)


Ogrodowe inspiracje

Ogrodowe inspiracje


Ostatnio wolny czas spędzam na działce. Korzystam z suchych i w miarę ciepłych dni. I choć obiecałam sobie, że nie będę szarżowała, to tak mi się spodobała fizyczna praca, że wycinam, koszę, wyrzucam i sadzę bez opamiętania.


Do gruntu trafiło około 100 różnych cebulek kwiatowych. I modlę się, żeby nie zjadły mi ich nornice.
Wiosną będę się cieszyć mnogością gatunków i zapachów. 
I gdybym miała jeszcze odrobinę czasu, to pewnie posadziłabym ich więcej. 
Rozmnożyłam lilie, wsadziłam do gruntu przekwitłą lawendę z doniczek. Traktuję to jako doświadczenie młodej ogrodniczki, więc jeśli będą jakieś efekty, to ucieszę się podwójnie.

Wymyśliłam sobie, że obdrapaną, stara altankę przeznaczoną kiedyś do rozbiórki, obsadzę malwami i łubinem. Tak w ogóle to prawie wszystkie kwiaty nadają się do przesadzenia, bo rosną na prawdę w przypadkowych miejscach, posadzone np. na środku trawnika. Boje się tylko przesadzania róż, bo kiedyś na to się porwałam i piękna róża zmarniała. 

Generalnie na działeczce są kwiaty, które kocham i kojarzące mi się z tradycyjnym ogródkiem.
Poza wspomnianymi malwami i łubinem jest całe morze piwonii i hortensji, piękne róże, floksy i konwalie. Czyli te kwiatki, które wszystkie lubimy fotografować i oglądać na zdjęciach.



Zmorą za to są stare drzewa, które trzeba będzie bardzo mocno przyciąć, bo owoców z nich niewiele, a liści za to mnogo.
Cieszę się bardzo, że mam to miejsce, gdzie mogę sobie pogrzebać w ziemi. Nie mam zamiaru tam uprawiać warzyw, ale zostawiam truskawki, maliny i winogrona. 
Na pewno w cieplejsze dni, to miejsce będzie konkurowało z moim zamiłowaniem do podróży małych i dużych, dlatego nie chcę uprawiać tam nic absorbującego. 


I już wyobrażam sobie jak będzie wyglądało to miejsce, kiedy spadnie śnieg i zamieni ponad metrowe bukszpany w choinki :-)

Życzę Wam przyjemnej reszty jesieni i zapraszam na wspólne 



Od listopada ostro ruszamy z tworzeniem.
 
Jesienne przetwory

Jesienne przetwory

  
W temacie przetworów, to ja staję się coraz lepsza. i choć nie mam raczej z góry ustalonej sezonowej strategii, to udaje mi się ostatnio co nieco zawekować. Dzieje się to z reguły za sprawą przypadku.
Koleżanka podaruje mi szczaw czy rabarbar, to pakuję je do słoików. Trafię z polecenia na dobre ogórki, to kiszę bez opamiętania.
Kiedyś dostawałam takie przetwory z domu rodzinnego, teraz ja sama zaczęłam nimi obdarowywać najbliższych.
I pewnie z czasem będzie ego więcej, bo jak już Wam pisałam


zaczęłam uprawiać działkę.


Dwa lata temu odkryłam z polecenia wspaniałe miejsce, gdzie rosły prawdziwki. I odwiedzam je od tamtego czasu. Niestety, po tegorocznych nawałnicach, ten mały lasek praktycznie zniknął z powierzchni ziemi. Pozostały po nim połamane gałęzie i zdeptana przez leśników grzybnia.
Na szczęście pozostał obok młody las i zupełnie świeże nasadzenia, choć bez prawdziwków. Za to z całą masą kurek i przyzwoitą ilością grzybów innych gatunków.
W związku z tym prawie ponad stukilometrowa wyprawa jednak się opłaciła.
Kurki trafiły do mrożenia, a podgrzybki do zalewy.





Za sprawą sklepu z produktami regionalnymi w moim mieście, trafiłam na ciekawy produkt. Lubię wszelakiego rodzaju pikle, więc cukinia w słodko-kwaśnej zalewie z dodatkiem papryki i przyprawy curry, bardzo mi zasmakowała.
Sezon na cukinię trwa, więc polecam smakoszom do spróbowania. W sklepie widziałam nawet żółtą odmianę.







Dla chętnych podaję przepis na sprawdzoną zalewę do grzybów, którą stosuję również do innych przetworów:
Składniki:
- 3,5 szklanki wody,
- łyżka cukru,
- łyżka octu,
- 1 łyżeczka soli,
- 1 duży liść laurowy
- 3 ziarenka ziela angielskiego,
- 1 cebula,
- kilka ziaren pieprzu.
Wszystko wymieszać i zagotować. Gorąco zalewą wypełnić słoiki.



Do cukinii lekko ją zmodyfikowałam, dodałam:
- jedną łyżkę cukru więcej,
- 1 łyżkę przyprawy curry
- a do każdego słoika dodatkowo po dwa ząbki czosnku.







Lubicie przetwory w zalewie octowej?
Ja bardzo. Kiedy to piszę, ślina sama mi cieknie :-)

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger