Sale


W sklepach panują ostatnie dni wyprzedaży. Takie hasła krzyczą do nas z prawie każdej wystawy, do tego te – 70%, Cóż, kuszące, ale nie dla mnie. Nauczyłam się nie reagować na takie socjotechniczne zabiegi. Wszak nie potrzebuję kolejnej pary jeansów dlatego, że można ją kupić o połowę taniej. Nie trzeba mi czytać wyników badań, abym miała świadomość, że podczas wyprzedaży kupuje się więcej niepotrzebnych rzeczy niż zwykle. Co innego gdy ktoś upatrzy sobie np. porządny, drogi  płaszcz, torebkę lub buty i wyczeka na obniżkę ceny. To ma sens. Taki zakup to inwestycja na lata, ale następna bawełniana koszulka…?
Od razu zaznaczam, że pisze to osoba, która posiada już poważną kolekcję zbędnych ubrań, włącznie z sukienką, od której metka nie została  odcięta od dwóch lat.
???!!!
Nie dotyczy to jednak przedmiotów do domu. Nad tym muszę jeszcze popracować, bo w tej materii wykazuję dość znaczną słabość. Usprawiedliwiam się jednak tym, że zmienił się mój gust i tak na prawdę na nowo urządzam mieszkanie. Cytuję moją przyjaciółkę: „najchętniej wrzuciłabym do domu granat i zaczęłabym urządzać  wszystko od nowa”. Zanim jednak zacznę demolować mieszkanie, aby móc dokonać właściwej zmiany szukam bezskutecznie… tzw. „fachowców”. A że wszyscy chyba wyjechali na Wyspy, trochę to potrwa.
W tzw. „międzyczasie’, kupiłam na wyprzedażach parę drobiazgów, które mają mi oczekiwanie osładzać.  

 Okrągła deska kosztowała około 15 złotych, natomiast druga 27 złotych. Droższa, ale to aktualnie chyba najbardziej popularny kształt lubiany przez miłośniczki skandynawskiego „dizajnu”.

Kiedy zobaczyłam ten pojemnik na sól po raz pierwszy, od razu chciałam go mieć.  Poczekałam i kupiłam w promocji.

 
W sklepie "znanym ze znanych marek" wyszukałam te drobne przedmioty w bardzo atrakcyjnych cenach.



Drewniana łopatka w cudnym odcieniu drzewa akacjowego dołączyła od razu do drewnianych utensils, kupionych wcześniej.



Do kolekcji książek kucharskich trafiła kolejna, a jakże. Pięknie wydana, ciekawa i do tego dość znacznie przeceniona.


  
Opuśćmy kuchenne klimaty. Wszak w domu potrzebne są również inne rzeczy. Poduszek nigdy nie za wiele, ale trzeba mieć gdzie je przechowywać.


  A coś dla ducha? Voila!
Notatnik – pamiętnik – album z podróży. Sztywny, kolorowy, w stylu vintage. W sam raz na zapiski i zdjęcia z wojaży Holly.




A Wam jakie skarby udało się upolować ???





6 komentarzy:

  1. też mam wielką słabość do wyprzedaży i od dłuższego już czasu zauważam, że podobnie jak Ty, większą uwagę skupiam na wyposażeniu domu. Jak to stwierdziła Carrie Bradshaw w drugiej części 'Seksu' - 'zdradziłam modę dla mebli' :D
    Pozdrowienia!
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj pokrewna Duszyczko i miłośniczko SATC, jak sądzę. Uwielbiam Carrie i Twoje kamyczki.

      Usuń
  2. fajne zdobycze :)
    ja nie przepadam za tym sale'owym szałem ;)
    wolę targi staroci :) zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jedno i drugie odwiedzam, więc mam problem z przechowywaniem :-)

      Usuń

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger