Co na prezent, czyli pudełko z niespodzianką

Co na prezent, czyli pudełko z niespodzianką


Odkąd zajęłam się scrapbookingiem, to w zasadzie odpadł mi problem, co przygotować na okolicznościowy prezent
Moi najbliźsi, znajomi czy przyjaciele już z góry są przeświadczeni, że dostaną na pewno coś z papieru :-)
Dlatego staram się zazwyczaj zaskoczyć obdarowanego jakimś elementem niespodzianką.
Dziś przedstawiam Wam moje pomysły na niekonwencjonalny, niezbyt drogi oraz oryginalny prezent.


I. KARTKA OKOLICZNOŚCIOWA

Najbardziej klasycznym prezentem jest oczywiście własnoręcznie wykonana kartka. Towarzyszy ona wtedy zazwyczaj głównemu prezentowi, lub może stanowić drobny niezobowiązujący upominek na każdą okazję.



II. EXPLODING BOX.

Tworzę też takie wyroby, które są prezentem samym w sobie. I do tej roli nadaje się doskonale exploding box.


 Wnętrze jest zawsze niespodzianką dla obdarowanego i można je dobrać indywidualnie dla danej osoby. 


To pudełeczko wzbogaciłam dodatkowo schowkiem na drobny biżuteryjny prezent.



III. CZEKOLADOWNIK

Kiedy mamy ochotę podarować komuś coś słodkiego, idealnym opakowaniem jest tzw. czekoladownik, czyli kartonik przygotowany właśnie w tym celu.


A dodatkowo może służyć wtedy, gdy chcemy podarować komuś gotówkę, np. z okazji ślubu. Tak ukryte banknoty na pewno ucieszą obdarowanego.



Podobają się Wam moje papierowe prezenty?


Szparagi zielone, jak przyrządzić

Szparagi zielone, jak przyrządzić



Cieszę się, że mój post o   syropie z kwiatów czarnego bzu
cieszył się dużym zainteresowaniem z Waszej strony. A wiele z Was już ten smakołyk przygotowało dla siebie, albo próbowało go wcześniej. Ja dzięki temu, że piszą o tym inne blogerki, zrobiłam go pierwszy raz w życiu.
W blogowaniu podoba mi się ta wzajemna inspiracja i Wasza sympatia. Dziękuję Kochane :-)

Na fali tego entuzjazmu pomyślałam, że może wymienimy doświadczenia związane z topowym kulinarnym warzywem jakim są obecnie szparagi.
Ja sama odkryłam je dość niedawno. I powiem Wam, że dobre białe szparagi jadłam tylko raz w życiu. Kuzynka wiozła je wprost z uprawy w Niemczech, zawinięte w wilgotną szmatkę.
Później to było tylko wspomnienie. Ze dwa razy kupiłam je w sklepie i zaprzestałam na dobre. Po co mi badyle z łykiem :-)



Inaczej sprawa ma się z zielonymi szparagami. Te są bardziej trwałe i moim zdaniem smaczniejsze. Zdarzy mi się przetrzymać je w lodówce nawet 3 dni od zakupu i są nadal dobre.
Przygotowałam dla Was dwie propozycje ich wykorzystania, jakie najczęściej pojawiają się w moim domu.


RYŻ Z ZIELONYMI SZPARAGAMI.

Hitem, o dziwo u męskiej grupy odbiorców jest właśnie ta kompozycja. Usłyszałam, że jest to tak dobre, że może stanowić danie samo w sobie. To dla mnie zaskoczenie, bo na co dzień słyszę, że danie bez mięsa to nie obiad :-)



Co zatem potrzeba?

pęczek zielonych szparagów,
cebula,
ryż, ja używam basmati ( dwie torebki)
przyprawy, u mnie czubryca zielona
i trochę wody.
Podsmażam cebulę, dodaję pokrojone szparagi ( można je lekko obgotować jeśli np. dzieci nie lubią warzyw trzeszczących pod zębami:-)). Kilka minut mieszamy,  potem łączymy z ugotowanym wcześniej ryżem, przyprawami i na końcu wodą.
Jedzonko gotowe.





MAKARON Z KURCZAKIEM I ZIELONYMI SZPARAGAMI.

To propozycja na pełnowartościowy obiad, bo ma nieodzowny dodatek w postaci mięsa:-)


Składniki:
filety z piersi kurczaka,
zielone szparagi,
dodatkowe warzywa zgodnie z upodobaniami, u mnie cukinia i czerwona papryka,
śmietana,
przyprawy, u mnie zioła prowansalskie.
Smażymy pokrojone i przyprawione kawałki kurczaka, dodajemy szparagi, po kilku minutach paprykę, a na końcu cukinię. Przyprawiamy, zabielamy śmietaną. Warzywa puszczą trochę wody, więc nie ma potrzeby jej dodawać. Jako dodatek stosuję makaron razowy.
Od kiedy go spróbowałam, praktycznie nie używam innego. Jest bardziej sycący, niż ten z białej mąki.



Bon Appetit!


A jak Wy wykorzystujecie szparagi?


Zielarka

Zielarka


Kompletnie już zwariowałaś!

Tak orzekła moja dawno niewidziana koleżanka, kiedy gdzieś pomiędzy wstępnym napojem a daniem głównym, poinformowałam ją, że mam nowe hobby:-)

Odkryłam bowiem w sobie pasję do przetwarzania, suszenia, wyciskania wszelakiego zielska, które się do tego nadaje. 
 

JAK ZOSTAĆ ZIELARZEM?

Już rok temu podpatrywałam moje ulubione blogerki, które chwaliły się własnym sokiem z kwiatów czarnego bzu. Wtedy już było za późno na zbiory, ale w tym roku poczułam woń ziela :-)

Zdecydowanym bodźcem był post na facebooku kochanej Petry Bluszcz. 
Podpowiedziała mi, że korzysta z przepisu Agnieszki Maciąg. 
Znalazłam więc zaciszne miejsce, naszarpałam baldachów i 
MAM I JA :-)

  

Wyprodukowałam 6 słoiczków soku, który do tej pory kupowałam namiętnie w Ikea.


PRZEPIS NA SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU  
lekko zmodyfikowany:
 
ok. 40 baldachów,
1 kg cukru, 
2 litry wody,
sok z 4 dużych cytryn.

Kwiatki odcięłam maksymalnie ile się dało nożyczkami od łodyżek. Zalałam wodą i zostawiłam na całą dobę (ok. 24 godzin).
Po tym czasie  zrobił się aromatyczny napar, który odcedzamy
( kwiaty wyciskamy z soku), mieszamy z sokiem z cytryn, cukrem i podgrzewamy aż ten się rozpuści. Nie gotować !
Taki gorący gotowy już sok pakujemy w słoiczki i gotowe.
Ja dla pewności pasteryzowałam je 10 minut. 

Przede mną jeszcze dużo takich wyzwań. 
Już czaję się na aromatyczne kwiaty lipy i polne bławatki, koniczynę i skrzyp. Kupiłam sobie nawet poradnik jak przetwarzać zioła domowym sposobem.



Gdybym żyła w średniowieczu, byłabym na pewno czarownicą :-)

Kwiaty bzu jeszcze kwitną, to ich ostatnie dni na zbiory. Ruszajcie!


 
Giełda staroci

Giełda staroci


Był taki czas, kiedy lokalną giełdę staroci odwiedzałam regularnie, co tydzień. Wszystkie fajne starocie potrzebne, czy nie kupowałam namiętnie i bez opamiętania.



Doszło do tego, że poupychane po szafkach i kartonach rzeczy zaczęły zawadzać i zabierać przestrzeń do życia.
Jak bardzo to odczułam pakując pudła  przed remontem, mój kręgosłup dobrze pamięta.
Niektóre pudła stoją zresztą do dzisiaj :-)


 I choć zmienił się styl wyposażenia mojego mieszkania na bardziej nowoczesny, to sentyment do rzeczy starych lub tylko stylizowanych na takie, pozostał nadal. 

Moja pasja do decoupagu zaowocowała pokaźnym zbiorem zakupionych pudełek z myślą o ich przerobieniu. 

 

Ale są one tak ładne same w sobie, że póki co zachowały swoją pierwotną formę.
Bo czy można zamalować takie folkowe cudo?

Giełda staroci to również źródło przedmiotów użytkowych, obok których nie sposób przejść obojętnie, jak ten zestaw miseczek za 8 złotych.



Albo obraz malowany na płótnie, który przez cały rok cieszy oko swoim optymistycznym przekazem.


 A do tego wyszperałam coś, co cieszy całą rodzinę - zestaw klasycznych gier planszowych w drewnianym wydaniu.


A co Wy fajnego wygrzebałyście ostatnimi czasy ?



Flower box, jak zrobić koszyczek na kwiatki

Flower box, jak zrobić koszyczek na kwiatki


Miłym akcentem czerwca jest bez wątpienia tradycja święta Bożego Ciała.
Zawsze w tym okresie wspominam z sentymentem dzieciństwo, kiedy to Mama przygotowywała dla mnie koszyczek na procesję.

I właśnie dla tych wspomnień i uświęcenia tego dnia w sposób szczególny, postanowiłam zrobić dla siebie dekorację, która mam nadzieję stanie się również inspiracją dla Was.




I. FLOWER BOX - KWIATY W PUDEŁKU

Moja dekoracja przybrała formę modnego obecnie flowerboxa i ręcznie wykonanego koszyczka z papieru.

Co to takiego ten flower box? Nic innego jak właśnie kwiaty ułożone w pudełku. 
Znakomity na prezent, stanowi też ładną oprawę bukietu kwiatów, jako dekoracja  w domu.

Ja w swoim flowerboxie wykorzystałam karton prezentowy oraz kwiaty ułożone w małym wazonie, a kompozycje wypełniłam chrobotkiem. Profesjonalnie wykorzystuje się do tego gąbkę florystyczną, ale to wymaga zabezpieczenia pudelka folią. Moja propozycja jest szybka i nieskomplikowana. Można wykorzystać do tego nawet pasujący rozmiarem słoik. 


Tu wykorzystałam karton w większym rozmiarze i bogatszą kompozycję kwiatową.


II. KOSZYCZEK Z PAPIERU DIY
 
Kolejna moja propozycja to koszyczek wykonany z papieru. Ja wybrałam drobny, monochromatyczny wzór papieru, żeby pokazać Wam mój pomysł na dekorację w skandynawskim stylu.

  


Aby zachęcić Was do zrobienia takiego koszyczka z papieru,  wykonanie przedstawiam na zdjęciach.

Potrzebujemy kartkę papieru do scrapbokkingu lub cieńkiego kartonu o wymiarach 30cm x 30cm, nożyczki, klej i coś czym wykonany zagięcia papieru. Ja użyłam bigownicy, ale wystarczy wypisany wkład do długopisu.

Arkusz papieru dzielimy na 6 kwadratów, zaginany na wyznaczonych liniach i nacinamy te wskazane na zdjęciu. Teraz tylko wystarczy skleić boki i gotowe.
Z pozostałej resztki papieru wycinany cieńki pasek i doklejamy uchwyt.  
Voilà !


Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wykonania takich dekoracji. 

Miłego świętowania :-)
 



 
Pamiątki z podróży

Pamiątki z podróży


Czasy kiedy z wakacji, podróży przywoziło się rodzinie, przyjaciołom czy po prostu sobie muszelki, figurki latarni morskich, breloczki, itp. chyba już dawno minęły.
Chociaż kiedy widuję tłumy kolonistów przy sklepach 
z pamiątkami nad morzem, to nie jestem tego już taka pewna :-).

Dziś warto kolekcjonować zdjęcia, wrażenia i pozytywne wspomnienia, czyli nastawić się na przeżywanie a nie zbyteczny konsumpcjonizm.
Ale ja tu się wymądrzam, a muszę się przyznać, że ulegam czasem pokusom i przy okazji zakupów spożywczych, wpadam do jakiejś galerii albo sklepiku w miejscu, w którym jestem.
Przecież muszę coś jeść i pić, kiedy tak przeżywam te wszystkie atrakcje :-)



I tak podczas ostatniej majówkowej wyprawy, odwiedziłam galerię handlową, w mojej ukochanej Legnicy, gdzie wypoczywałam. 
Zakupy spożywcze owszem i były, ale tak po drodze przypadkiem natknęłam się na sklepik, o którym już sporo naczytałam się u Was, a którego nie ma w moim mieście 
(KiK). 
I tak oto stałam się posiadaczką miseczek w moich ulubionych kolorach.

Wędrując już do wyjścia, natknęłam się jeszcze na sklepik odzieżowy, który jest tanią sieciówką obecną chyba tylko na Dolnym Śląsku ( Szachownica).


Te delikatne kwiaty przywoływały mnie z daleka. A cieniutki materiał w upalny wtedy dzień spowodował, że wyszłam w tej bluzce ze sklepu:-).

Natomiast moja ostatnia wyprawa do Poznania dedykowana głównie wizycie w Ikea, zaowocowała  poznaniem nowego sklepu z asortymentem wprost z angielskiego domu 
( English Home).




A Wam zdarza się zabłąkać podczas wakacji na wnętrzarsko - odzieżowe zakupy?
A może macie swoje ulubione sklepy?
Konsument w sieci

Konsument w sieci



Muszę przyznać, że jestem bardzo aktywnym konsumentem w sieci. Kupuję sporo różnych rzeczy. Kosmetyki, książki, ubrania, buty, wyposażenie wnętrz czy tzw. zdrowa żywność na przemiennie pojawiają się w paczkach u moich drzwi. 
I przy tej okazji zbieram sporo doświadczeń jako konsument w sieci, zarówno tych dobrych, ale i tych złych t

Kiedyś już miałam zamiar Wam o nich napisać, ale emocje opadły i stwierdziłam, że nie warto do tego wracać. Jednak temat powraca, raz na jakiś czas przy okazji  kolejnych zakupów.




PROMOCJE.

W ostatnim czasie kupuję najwięcej materiałów związanych z moim hobby. Przyznaję, że ulegam magii hasła: "PROMOCJA", "WYPRZEDAŻ', "SALE". 
Stąd moje zapasy zaczęły przybierać rozmiary nie do ogarnięcia, jeśli chodzi o zajmowaną powierzchnię.

Moim małym, materialnym marzeniem od dłuższego czasu jest kupno maszynki służącej do wycinania różnych wzorów w papierze. Takie cacko to wydatek rzędu kilkuset złotych, a do tego potrzebne są również wykrojniki, których pojedynczy koszt to kilkadziesiąt złotych. Nic więc dziwnego, że szukam okazji, żeby taką maszynkę kupić w okazjonalnej cenie. Niewiele sklepów z materiałami do scrapbookingu ma je w swojej ofercie, więc śledzę na bieżąco ich oferty, żeby trafić dobry moment na zakup.
I właśnie ostatnio przydarzyła mi się taka obserwacja, która spowodowała powstanie tego posta. Interesująca mnie maszynka z kompletem wykrojników pojawiła się w obserwowanym przeze mnie sklepie w promocyjnej cenie. Fajnie? No, właśnie że NIE.

Okazało się bowiem, że sklep z poprzednio obserwowanej ceny regularnej ( na dzień poprzedzający ogłoszenie promocji) wynoszącej 490 złotych, podniósł ją do 529, po czym okrasił hasłem "promocja" i opisał ceną 499 złotych.
??? Taka była moja reakcja. 

Słyszałam kiedyś o takich praktykach w odzieżowych sieciówkach, przy okazji wyprzedaży sezonowych, ale w sklepie, który ma określone, stałe grono wiernych klientek, to nie. 
Kiedy więc  nieco ochłonęłam, napisałam maila do właścicielki z opisem mojej obserwacji i zapytaniem o przyczynę takiego zachowania. Następnego dnia promocja zniknęła ze strony sklepu, a nowa cena regularna wyniosła 499 złotych :-).
Odpowiedź pojawiła się w mojej skrzynce mailowej dwa dni później, enigmatyczna i bardzo dyplomatyczna:

" ceny sugerowane i ogólnie ceny produktów mogą się zmieniać w zależności od dostawy. Zależy to między innymi od cen producenta, kursów walut itd. Jeśli producent zmienia ceny maszynek, to my też jesteśmy od nich zależni i zmieniamy ceny jednak proszę zauważyć, że zawsze staramy się, by cena była jak najbardziej atrakcyjna. Utrzymanie jak najniższej ceny leży również w naszej gestii"


Efekt? W najbliższym czasie na pewno zawieszam zakupy w tym sklepie.




TOWAR, KTÓREGO NIE MA.


Remont a co za tym idzie zmiana aranżacji mojego mieszkania, wymusiła zakupy nowych dodatków i elementów wyposażenia wnętrz. Jedną z takich potrzeb okazała się wymiana oświetlenia. Wybór na rynku ogromny, w sieci jeszcze większy, więc co za problem?

Teoretycznie żaden. Pod warunkiem, że mamy dużo cierpliwości i tolerancję dla niewiarygodnych sprzedawców. 

Niech nas nie zwiedzie informacja przy produkcie, że wysyłka następuje w ciągu 24 godzin. Chociaż, teoretycznie jest to możliwe, pod warunkiem, że sprzedawca ma ten towar u siebie, a nie dopiero sprowadzi go od producenta , po złożeniu przez Was zamówienia. Jak się okazuje, tak działa zdecydowana większość sklepów internetowych z oświetleniem. Towar traktowany jest jako ten na zamówienie. Ale tę wiedzę nabyłam dopiero po dwóch tygodniach oczekiwania na lampę, która miała być wysłana w ciągu 24 godzin. Po wymianie maili i przyjmowaniu do wiadomości tłumaczeń, że źle oszacowano stan magazynowy, następnie że otrzymano z produkcji źle pomalowaną partię, straciłam cierpliwość i zażądałam zwrotu pieniędzy.  Ślepym trafem udało mi się znaleźć tę samą lampę w innym sklepie, gdzie przezornie wybrałam dostawę za pobraniem, a przesyłka przyszła po dwóch dniach :-).


Co robić, żeby uniknąć takich sytuacji? Przed zakupem radzę napisać maila do sprzedawcy z konkretnym zapytaniem, czy na pewno  ma dany przedmiot na stanie i kiedy nastąpi wysyłka.





ZWROT KOSZTÓW WYSYŁKI.



W aktualnej ustawie o prawach konsumenta jest wprost uregulowany obowiązek zwrócenia kosztów dostarczenia rzeczy, czyli kosztów wysyłki.

W poprzedniej wersji ustawy nie było to sformułowane tak bezpośrednio, choć również taki obowiązek istniał i było z tego powodu wiele sporów konsumentów ze sprzedawcami. Na szczęście ustawę zmieniono i wszystko stało się jasne. 
Jak się okazuje, nie dla każdego.

 Otóż, jeszcze nie dawno toczyłam mailowy bój o zwrot 8 złotych kosztów wysyłki z pewną blogerką prowadzącą sklep internetowy. Dziewczyna nie dawała się przekonać i moje argumenty zbijała niedorzecznym stwierdzeniem, że ja się domagam od niej zwrotu kosztów odesłania rzeczy do niej. I uwierzcie mi, odpuszczam wiele w moim życiu nerwów i pieniędzy, ale że jestem urodzonym społecznikiem, a z wykształcenia i prawnikiem, to w imieniu innych nieobeznanych w przepisach konsumentów, uświadomiłam w końcu sprzedającej jej błąd w myśleniu. Boję się tylko pomyśleć, ile osób przede mną nie otrzymało należnego zwrotu.



Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach z zakupami w wirtualnej przestrzeni.

Może macie jakiś problem, to pomogę :-)
  
P.S. W roli bohaterów zdjęć wystąpili: rzeczona lampa i moje ostatnie scrapowe prace.

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger