Wnętrzarskie trendy w ... muzeum

Wnętrzarskie trendy w ... muzeum


Ciekawa jestem czy jeszcze wielu osobom, muzeum jako miejsce kojarzy się z kurzem, antykami i kapciami do froterowania podłogi :-)
Widziałam już wiele wystaw, zwiedziłam kilka muzeów i procent takich archaicznych jest według mnie niewielki.
 


Podczas tegorocznej majówki odwiedziłam po raz kolejny moją ukochaną Legnicę. Tym razem z uwagi na pogodę, szukałam miejsc osłoniętych od wszechpanującego ostatnio deszczu.
Wybór padł na Muzeum Miedzi, wszak to miasto jest ostoją tego przemysłu.
Spodziewałam się zobaczyć wystawę ukazującą technologię wydobycia lub jego historię, a trafiła się prawdziwa gratka.


"Miedziany dizajn" Oskara Zięty to wystawa użytkowych mebli wykonanych z popularnego obecnie materiału. Na wielu blogach i we współczesnych wnętrzach widziałam przedmioty w miedzianym kolorze. Szczególnie we wnętrzach skandynawskich, gdzie świetnie kontrastują z bielą.



Czy te meble Wam czegoś nie przypominają? Owszem, to najmodniejsze obecnie modele skandynawskich krzeseł i taboretów. 
Szkoda tylko, że taki dizajn nie jest dostępny dla nas maluczkich, bowiem krzesło kosztuje ponad 13 tysięcy złotych polskich. Ale taboret jest o połowę tańszy :-)
Myślę jednak, że po to jest taki szeroki wybór produktów na rynku, żeby każdy inspirując się luksusowymi produktami, znalazł zamiennik odpowiedni do zasobności portfela.
Jakie skarby kryje jeszcze muzeum? 

Klasyczny okaz muzealny, a jaki piękny i pożądany.
 

A taka podłoga to obiekt westchnień wielu blogerek wnętrzarskich i tych, które tylko remontują :-)



Poza tym klasyka retro dla małych, a także tych, którzy już dorośli i też się zachwycali. (Eh, Ci duzi chłopcy :-)), czyli wystawa ołowianych żołnierzyków.
 

A także bajkowy świat Waltera Bayera.
 



 

Lubicie muzea?
Bo ja bardzo.






 
Album komunijny

Album komunijny



Miesiąc maj dopiero co się rozpoczął,
a już mi ostro podpadł :-)
Pogoda psuła humor podczas majówkowej wyprawy, a do domu przywiozłam katar i ból gardła.
Należałoby jednak dać mu jeszcze szansę, bo według mnie to najpiękniejszy miesiąc w roku.


Dawno nie pokazywałam Wam moich prac, a przecież to nie znaczy, że porzuciłam moje hobby. O nie!
Pochłania mnie w dalszym ciągu urządzanie na nowo mieszkania po remoncie i na tym głównie skupia się moja uwaga. Ale coś tam sobie z papierków "pomiędzy" wyklejam.

 


 Nadarzyła się ku temu znakomita okazja, bo przecież maj to miesiąc Pierwszych Komunii Świętych.


Pewna dziewczynka już w tę niedzielę zostanie obdarowana taką pamiątką tej uroczystości.


 Dlatego jest dużo różu, błękitu, motywów kwiatowych i bieli.



A do kompletu powstała utrzymana w takiej samej tonacji kartka.



Na bieżąco publikuję swoje prace na 
facebooku
co u mnie słychać każdego dnia dowiecie się na Instagramie.
A na dole strony głównej bloga, znajdują się do podglądu ostatnie opublikowane fotki na IG.



Pięknego Maja,

życzę sobie i Wam.

Drzwi do wnętrz

Drzwi do wnętrz



Jak żyję, nie pamiętam takiego zimnego kwietnia. Temperatura blisko zera, ciągle deszcz, a w innych rejonach kraju nawet śnieg.
Widać jakie czasy, taka pogoda :-)

Aby nie utracić uroków bądź co bądź kalendarzowej wiosny, staram się pomimo niesprzyjającej aury sporo spacerować. I właśnie taki spacer, a właściwie jeden kadr z jego przebiegu natchnął mnie do napisania tego posta.




Drzwi w moim wnętrzu już Wam częściowo pokazywałam.
Nie są one tak piękne i stylowe, jak te zaprezentowane wyżej, ale takie jak chciałam czyli proste w formie i białe. Co mogę powiedzieć po miesiącu ich użytkowania? Dziś zastanowiłabym się tylko nad formą drzwi do łazienki i chyba zdecydowałabym się na takie same, jak w pokojach, gładkie bez szybki. Natomiast biały kolor jest zachwycający. Nadaje wnętrzu przestrzeni, elegancji i ładnie odbija światło. I wcale nie wymaga szczególnego utrzymywania w czystości. Drzwi zostały wytarte przeze mnie tylko raz i to z racji pyłu, który wystąpił po montażu.



Zaliczyłam za to małą wpadkę przy farbowaniu włosów. Ponieważ umywalka w łazience znajduje się blisko drzwi, nieopatrznie prysnęłam farbą na framugę. Zauważyłam to dopiero, gdy farba się utleniła i przybrała ciemny kolor. W związku z tym, że żaden środek do szorowania nie wchodził w grę, lekko je umyłam i poczekałam co dalej. Farba utleniła się jeszcze bardziej, ale już na kolor biały. Dziś to dwie ledwo widoczne plamki. Ale nauczka pozostała :-)

Wybierając drzwi do wnętrza kierowałam się jeszcze jedną przesłanką. Miały to być drzwi bezprzylgowe. Co to oznacza? Przeciwieństwo przylgowych, występujących najczęściej. Różnią  się one sposobem łączenia skrzdła drzwi z ościeżnicą. W bezprzylgowych  zamknięte skrzydło i ościeżnica tworzą jedną płaszczyznę, widoczną po stronie otwierania drzwi. Obrazują to doskonale moje drzwi od łazienki.


Przylgowy system natomiast wygląda tak,
 
 
czyli drzwi osadzone są na ościeżnicy i mają widoczne zawiasy.


Wybór drzwi do wnętrz jest spory, jeśli chodzi stylistykę. Za to ograniczony według mnie w zakresie kolorystyki. Królują ciemne brązy albo biel. 
 

 


Brakuje mi takich w oryginalnych kolorach, jak na zdjęciu zabytkowego ratusza powyżej. 
Rozpiętość cen jest też oczywiście różnorodna, od tanich, dostępnych w marketach budowlanych za kilkaset złotych, po takie na zamówienie, które z dodatkowymi elementami mieszczą się w kwocie tysiąca złotych minimum.

Jakie są Wasze doświadczenia z drzwiami we wnętrzach?
A może ktoś ma takie z historią, stare, stylowe lub odziedziczone po przodkach?

Życzliwość, nie tylko od święta

Życzliwość, nie tylko od święta



Świnoujście lubię odkąd zobaczyłam je po raz pierwszy. Pisałam już Wam o tym dwukrotnie na blogu. 



Nie bywam tam zbyt często, choć to tylko odległość 100 kilometrów, bo kłopot sprawia przeprawa promowa, która wydłuża podróż, czasem o trudny do przewidzenia czas.

   

Ale pokonanie tego trudu zostaje wynagrodzone przez wspaniały klimat, widoki i urok jakim czaruje samo miasto. A dzielnica nadmorska w szczególności.



Podczas jednego z pobytów w tym mieście odkryłam restaurację
"Magiczna Śpiżarnia",

Zdjęcie pochodzi z fanpage Restauracji


która przyciąga wzrok uroczym wystrojem, dostosowanym do pory roku czy świąt, ale przede wszystkim bardzo dobrą kuchnią. Przed daniem głównym, kuchnia serwuje wspaniały gratisowy starter z postaci mięsnego smalcu własnego wyrobu. A herbata okraszana jest dodatkowo owocami. Dania są duże, syte i bardzo smaczne. Jeśli tylko kiedyś zawędrujecie do Świnoujścia, odwiedźcie to miejsce koniecznie. Restauracja znajduje się nieopodal przeprawy promowej dla mieszkańców.

Ale nie o jedzeniu miał być ten post. 
Odwiedzając "Magiczną spiżarnię" podczas ostatniego pobytu, zostawiłam tam nieopatrznie mój ulubiony szal. Zorientowałam się dopiero po pokonaniu przeprawy promem, więc o wracaniu i staniu w kolejnym korku nie było już mowy. Żal mój był ogromny, bo zagubiony szal jest pamiątką po moim niezapomnianym pobycie na tureckim bazarze w bośniacko-hercegowińskim Mostarze.
Zdesperowana postanowiłam zadzwonić do "Magicznej Spiżarni", żeby się upewnić czy na pewno tam go zostawiłam. I wiecie co? Mam go znów przy sobie :-)
Przemiła obsługa i kierownictwo sprawili mi ogromną radość przesyłając mi go do domu.
 


Tak mnie poruszył ten gest, że postanowiłam odwdzięczyć się za to rozgłaszając wszem i wobec jakie to jest fajne miejsce.
Życzę Wam Kochani, abyście doznawali życzliwości małej i dużej, na co dzień, nie tylko od święta.


 
Święta w ... lesie

Święta w ... lesie



Często wracam pamięcią do powiedzonek mojej Babci. 
Jak wiadomo:

"Przysłowia mądrością narodów", a te rodzinne to prawdziwa kopalnia tradycji i historii każdej familii. Że "coś jest w lesie" oznacza ni mniej ni więcej, że jestem daleko, daleko od celu. A w tym przypadku chodzi o to, że moje przygotowania świąteczne są daleko w tyle. Tym bardziej jest to frustrujące, że obserwuję u Was już od pewnego czasu przygotowania do nadchodzących świąt, w zakresie kulinariów i dekoracji.
 




 Już mi się nawet nie chce relacjonować postępu prac wykończeniowych po dawno już przecież zakończonym remoncie. Bo to ci wszyscy wspaniali profesjonalni fachowcy wpływają na to, że duża część mojego dobytku jest nadal zapakowana w kartony. 
Tym razem poszło o blaty kuchenne. Miały być w ciągu 4 dni, ale przyjmujący zamówienie nie sprawdził dobrze stanu magazynowego i zrobiło się z tego ponad dwutygodniowe oczekiwanie z perspektywą mglistej obietnicy finału w tym tygodniu.




Aby nie pourywać pewnych głów i samej nie popadać w nadmierną frustrację, szukam wytchnienia, spokoju i relaksu na łonie natury. Szczególnie, że natura nie zechce zaczekać aż skończę zajmować się moim mieszkaniem i oddam się jej urokom. Ona sama, na przekór sobie zaczyna wariować i pędzić do przodu. Kwitnące magnolie to chyba  wystarczający na to dowód?


Dlatego, aby niczego nie utracić zamykam drzwi mieszkania z widokiem pudeł na wejściu i zaczynam gonić galopującą wiosnę.





A po drodze poznaję różne historie, jak np. tę o buszujących w niedalekiej okolicy rodzinie bobrów.


Pięknej, natchnionej wiosny Wam życzę.
I przeżytej w spokoju ducha :-)



 

 





 
Vintage czy retro ?

Vintage czy retro ?



Kiedy mówi się o stylu we wnętrzach, starych przedmiotach czy modzie, często używa się określenia vintage. Ale co to właściwie oznacza? 
Słownik podaje tłumaczenia: z języka angielskiego - zabytkowe, z francuskiego - winobranie. 
Kiedy szukałam definicji tego słowa, często używano go zamiennie z określeniem retro. Wydawałoby się, że to jest to samo, ale dla mnie istnieje subtelna różnica. O ile retro jest pojęciem szerszym w kontekście historycznym i na płaszczyźnie czasu, to vintage jest bliższe naszym czasom. Generalnie przymiotnikiem vintage określa się   przedmiot, który ma 20 lat lub jest wzorowany na taki. Mówi się, że jest to styl lub przedmioty pochodzące z czasów naszych mam i babć.

 


Ja w swoich zasobach mam dwa takie skarby: gobelinową torebkę z portmonetką oraz bluzkę, którą nosiła moja Babcia w młodości.



Styl vintage w modzie zawsze lubiłam. Przedmioty nadgryzione zębem czasu również kolekcjonuję. W kontekście przeprowadzonego remontu, styl vintage nabiera dla mnie szczególnego znaczenia, ponieważ mieszkanie nabrało cech bardzo nowoczesnego, szczególnie po wstawieniu nowych drzwi. 


A nie do końca jest to stylistyka, w której ja się całkowicie odnajduję. Dlatego równoważyć i tworzyć indywidualny charakter wnętrza, będą właśnie dodatki w stylu vintage.


Szczególnie te upolowane na targu staroci


lub stylizowane.



A Wy jakie odziedziczone skarby chowacie w swoich domkach? 
 
Tapeta na ścianę do kuchni

Tapeta na ścianę do kuchni



Tapeta, płyta meblowa, płyta akrylowa w kuchni ?

Dziękuję Wam bardzo za wszystkie sugestie i odpowiedzi na moje pytanie z poprzedniego posta, co zamiast płytek na ścianę w kuchni. 
Przeczytałam je z uwagą i pojawiły się w mojej głowie od razu pytania na temat funkcjonalności przedstawionych przez Was niektórych rozwiązań. Szczególnie chodzi o tapetę do kuchni, płytę meblową czy akrylową, umieszczone w strefie przy zlewozmywaku i kuchence. Wiem, że ja może chaotyczna bywam w kuchni i więcej niż inni pryskam wodą, energiczniej mieszam i za bardzo rozgrzewam tłuszcz, ale na pewno każdej gospodyni przydarzy się co nie co w kuchni nabałaganić. Jak tapeta na ścianie w kuchni i inne materiały reagują na wodę, nagrzewanie i pryskanie tłuszczu? Będę wdzięczna, jeśli napiszecie mi na ten temat więcej informacji.
 



Dlaczego nie lubię płytek i tapety na ścianie? 
 
Kiedy wprowadziłam się do mojego mieszkania, po poprzednich właścicielach pozostały na ścianach tapety. Dosłownie wszędzie, również na sufitach, poza częścią gdzie była boazeria. Systematycznie, w ramach dostępnego budżetu pomieszczenia były remontowane, a tapeta likwidowana. To, co było pod nią tłumaczyło dlaczego zastosowano takie rozwiązanie. Nierówne, popękane ściany i sufity rzecz jasna. Możecie więc zrozumieć moją niechęć do tapet na ścianie oraz płytek, które były dominujące w pomieszczeniach.



Dlaczego jednak podążyłam za trendem ?

Wiecie doskonale, że po latach dyskwalifikacji tapety we wnętrzach powróciły do łask i są obecnie jednym z nieprzemijających trendów. Ja pomimo niechęci podeszłam do tematu praktycznie. Mam dość wąski przedpokój, w którym znajduje się wieszak na ubrania. Aby chronić ścianę i uniknąć upraszania domowników o nieocieranie się o nią, zastosowałam to rozwiązanie w najwęższej części korytarza. Dodatkowo, już w celach dekoracyjnych wytapetowany został również  komin wentylacyjny dzielący kuchnię z przedpokojem.



A teraz mały quiz. Czy ktoś poznaje tę tapetę?
Najpierw ją kupiłam, a potem zobaczyłam w jednym z wnętrzarskich programów telewizyjnych i dowiedziałam się na blogach, że stała się bardzo pożądana. Ot, i mam przypadkiem wnętrze jak z TV :-)


Co oferuje rynek w temacie tapet?

Krótko mówiąc ogromny wybór. Ja zwróciłam szczególną uwagę na specjalną linię tapet do wnętrz marki Tikkurila. Wyróżnia się ona tym, że w kolekcji są również farby dobrane kolorystycznie do każdej tapety.
Mój wybór pierwotnie padł na wzór STITCH w kolorze Bungalow.
 
Ale ostatecznie stwierdziłam, że tapeta jest zbyt niebieska i zmieniłam koncepcję. Polecam jednak te produkty wszystkim, którzy chcieliby położyć w swoim wnętrzu tapetę i mieć od razu dobraną do niej farbę.


Na pasku bocznym bloga możecie znaleźć zdjęcie z moją ostatnią pracą, którą publikuję na facebooku, a na dole strony moje zdjęcia z Instagrama.
Co zamiast płytek ?

Co zamiast płytek ?



Dzisiaj już mogę wreszcie napisać, że witam się z Wami spoglądając na moje nowe, piękne podłogi. W końcu :-) 
Ale abym mogła pochwalić się efektem końcowym, musi minąć jeszcze trochę czasu. Teraz czekam na termin montażu drzwi, potem listew przypodłogowych, a w międzyczasie i na montaż szafek kuchennych. Jeszcze trochę cierpliwości i będzie na prawdę pięknie.

Aktualnie pochłania moją uwagę kwestia wyboru blatów kuchennych oraz wykończenia tzw "fartucha kuchennego", czyli co zamiast płytek zastosować na obszar pomiędzy szafkami a blatem kuchennym.



 Problem jest dość istotny, ponieważ kategorycznie odrzucam możliwość montażu płytek na ścianie. Nie dlatego, że mi się nie podobają, bo pierwotnie wybrałam śliczną mozaikę heksagonalną. Po prostu, mam dość patrzenia przez 10 lat na obłożoną kaflami dużą część ściany w kuchni.
Więc co zamiast płytek na ścianie? Wybór jak się okazuje jest dość różnorodny.


 A że ja zawsze szukam rozwiązań nietypowych, zainteresowałam się materiałem nowoczesnym, ciekawym, ale jak się okazało i bardzo luksusowym. Mowa tu o spiekach kwarcowych, czyli mieszance naturalnych skał, łupków czy minerałów. Powstają z nich płyty, które stosuje się m.inn na blaty kuchenne, zlewy, schody, elewacje budynków. Materiał jest odporny na warunki termiczne, poddaje się obróbce i jest bardzo naturalny w wyglądzie oraz ekologiczny. Ale, przy tym bardzo,  bardzo drogi. Po wycenie w wysokości 12 tysięcy złotych polskich za dwa blaty i okładzinę ścienną, pomysł niestety upadł.
Trochę tańsze, ale równie luksusowe są tzw. konglomeraty, surowiec składający się również z mieszanki minerałów, ale dopełniony żywicą. Opinie o nim są podzielone, ponieważ zawartość właśnie tej żywicy wpływa na jego mniejszą od spieków trwałość. Ale i w tym przypadku, cena była nie do zaakceptowania. 


Co zatem dalej? z pomocą przychodzi niezawodna Ikea. W jej ofercie można znaleźć panele ścienne, laminaty, akryle. Wszystko ładne, w przyjaznej kolorystyce, ale ma jedną podstawową wadę. Nie można ich stosować w okolicy płyty gazowej. 



Jak więc wybrnąć z tego problemu? Pozostaje tylko szkło hartowane, czyli tzw. lacobel. 

 
Moje nowe wnętrze, w stosunku do poprzedniego wystroju jest bardziej nowoczesne, więc to rozwiązanie, które kiedyś odrzucałam, teraz jawi się  jako najbardziej trafione i dostępne cenowo.
 
Wybór kolorystyczny i graficzny tego szkła jest ogromny. Ja jednak na pewno zdecyduję się na jego monochromatyczną wersję.

Chciałabym zapytać Was o opinię w kwestii dostępnych na rynku rozwiązań, dotyczących wykończenia "fartucha kuchennego". Może macie zastosowane w swoim domkach jakieś nietypowe materiały. 
Przyjmę każdą sugestię. Czekam niecierpliwie na Wasze komentarze.



Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger