poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Jestem analogowa



Podczas niedawnej rozmowy z moim ulubionym kolegą,
na temat nowej mody jaka pogrążyła nasze dzieci
w odmęcie wirtualnej rzeczywistości,
 padło stwierdzenie, że my to jesteśmy jednak
"analagowi".








W przeciwieństwie do naszych potomków nie dajemy się wmanipulować w jakiekolwiek gry i zabawy z bieganiem po mieście 
i łapaniem postaci będących wytworem medialnego koncernu.

Dla nas, pokolenia 30-40 latków
fascynującą rozrywką pozostaje nadal:
monopol, warcaby, karty czy gra w piłkę.
Ale nawet jakbyśmy bardzo się starali, 
nie uchronimy naszych dzieci przed tym, co proponuje
współczesna rzeczywistość.

Pozostaje nam tylko, ile sił jeszcze  wystarczy,
pozostać w sferze analogowego odbioru 
świata.











Kilka lat temu,
 zupełnie przypadkiem odkryłam  to miejsce.
Hektary łąk, małe dzikie jeziorko
i tylko ledwie dobiegający gdzieś
 z oddali szum miejskiego życia.











Przyjeżdżam tu z najbliższymi, 
kiedy potrzebuję spokoju i izolacji
od cywilizacji.
A zawsze wtedy, gdy potrzebuję dzikich roślin na bukiet,
 taki jak na dzisiejsze święto.







I pewnie kiedyś powstanie tutaj 
nowoczesne osiedle,
albo handlowe obiekty.
Na razie napawam się jeszcze
jego urodą i dzikością.











To tutaj za każdym razem krystalizują się
moje marzenia o własnym domku
i ogrodzie. 
Trochę takim dzikim właśnie.







I pięknie jest wyobrażać sobie, 
że to jest właśnie moje miejsce na ziemi.






Miłego świętowania
:-)



 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Album w stylu retro




Naturę mam dość skomplikowaną.
Mocno trzymam się przeszłości,
ale i z ciekawością spoglądam w przyszłość.
Dlatego moje prace, które Wam tutaj prezentuję
są różnorodne.

I tak powstał
albo

Z komentarzy wnioskuję, że podobają się
Wam moje prace w różnych stylach.
Dzisiaj więc światło dzienne ujrzy
harmonijkowy albumik w stylu retro.






Za podstawę posłużyła biała, kartonowa baza,
a później to już było wycinanie, pasowanie i klejenie dodatków.








Wyklejony albumik wydawał mi się zbyt pusty,
dlatego wzbogaciłam go o zdjęcia w stylu retro.





Zamocowane są na piankowej taśmie,
która umożliwia ich odklejenie
i zastąpienie właściwymi fotografiami.
A jak komuś podoba się tak, jak jest
to po prostu
wkleja je na stałe klejem, albo pozostawia w takiej formie,
zachowując efekt 3D.





Przeznaczyłam go do sprzedania,
dlatego chętnych zapraszam do
Znajdziecie tam również kartki, o które pytacie w mailach.
Prezentowałam je wcześniej w poście



Przesyłam Wam letnie pozdrowienia
i życzenia dobrej pogody,
szczególnie urlopowiczkom
:-)




sobota, 30 lipca 2016

Zen i minimalizm




W moim życiu zachodzą zmiany.
W zasadzie tak ono od zawsze wygląda.
Nie potrafię dłużej usiedzieć na miejscu
i choćby myślami jestem już 
w innym czasie, w innym miejscu.
I fajnie jeśli zależą one wyłącznie ode mnie,
ale jak każdy z nas 
jestem małym trybikiem w maszynie świata
i podlegam wielu niechcianym regulacjom.











W moim zawodowym środowisku
zaszły spore zmiany i choć nie dotyczą one bezpośrednio mnie, 
to mają duży wpływ na moje samopoczucie i poczucie stabilizacji.
Kilka najbliższych mi osób już nie będzie 
w moim najbliższym otoczeniu.
Te zmiany były zapowiadane i nieodzowne,
ale uczucie smutnej refleksji mnie 
od jakiegoś czasu nie opuszcza.

Ludzki umysł jest jedną wielką zagadką.
Mój w takich momentach szuka nowych wrażeń,
 które pozwolą oderwać uwagę 
i oczyścić myśli.
Tę książkę odnalazłam w głębokich zasobach mojej biblioteczki.









Czym jest zen?
To forma buddyzmu powstała w Chinach
 i przeniesiona do Japonii.
Co może dać nam Europejczykom, wychowanym w innej kulturze
 i religii?
Zasady i nauki, które są uniwersalne:
- nacisk na rygorystczną indywidualną praktykę jako narzędzie oświecenia oraz
- wolność od przywiązań do rzeczy ziemskich.
Coś Wam to przypomina?
Mnie, głoszone współcześnie popularne hasła o dążeniu do samorozwoju duchowego i minimaliźmie materialnym.


Co człowiekowi współczesnemu jest tak na prawdę potrzebne do odczuwania szczęścia?
Oto jest pytanie.
Moja odpowiedź - natura i kawałek niebieskiego nieba.









" W tradycji zen kładzie się nacisk na ćwiczenie w skupieniu  chwili obecnej a nie osiągnięciu mistrzostwa w jakiejś odległej przyszłości. 
Praktyka polega na wytrwałym powracaniu do 
tu i teraz 
i akceptowaniu życia takim, jakie jest".








"Można porównać to do picia czegoś, co nam bardzo smakuje:
 nie martwimy się o to, czy robimy to w sposób doskonały -
po prostu pijemy".

W obecnej sytuacji i w kontekście ostatnich wydarzeń towarzyszą mi złość i lęk.
I na to znalazłam odpowiedź:
" Kiedy złość się pojawia, nie należy jej odpychać 
i zaprzeczać jej istnieniu.
Trzeba jej doświadczać bez podejmowania działań. 
Przeżywanie złości w taki sposób nie jest zbyt przyjemne,
doświadczamy jej jednak, poznajemy naturę, zaczynamy rozumieć
 i widzimy, że może być wyrażona w sposób nieczyniący szkody i wyjaśniający sytuację".







" Nie lubimy się bać, unikamy więc przerażających sytuacji, lecz tylko stawienie im czoła pozwala naprawdę lęk rozproszyć.
uciekanie od konfrontacji często prowadzi do fobii".

 






Mam nadzieję, że moje dzisiejsze wynurzenia
dadzą impuls Wam i mi
do pozbycia się negatywnych emocji






i zbędnego balastu życiowego.







W trakcie tej wycieczki wędrowaliśmy wspólnie ścieżkami
w którym odnajduję spokój i wyciszenie.







Na blogu
wystawiłam na sprzedaż
cytowaną w tym poście książkę
oraz kilka innych.
Zapraszam.








 

czwartek, 21 lipca 2016

Ziołowy ogródek



Tytuł mojego posta to sformułowanie
dosyć na wyrost.
Ja ziół w domku nie hoduję,
 bo nie mam na to miejsca,
a i ręka nie ta.
Są za to wśród naszych blogowych koleżanek
prawdziwe mistrzynie w tym temacie
i to im pozostawiam 
pole do popisu i chwały.















Kupuję najczęściej zioła suszone i różne ich mieszanki,
a moim numerem jeden są 
zioła prowansalskie.
Natomiast te zakupione w doniczkach
dorastają u mnie do pożądanej wielkości
i idą pod nóż.
Są to najczęściej: bazylia, pietruszka, lubczyk i mięta.
Aby stanowiły jakiś czas element dekoracyjny, muszą mieć odpowiednią oprawę.
Dlatego kupiona kiedyś okazyjnie 
używana drewniana skrzyneczka w kolorze
wściekłej zieleni,
poszła pod pędzel.








Mam w domku wąskie parapety, 
więc gabarytem wpasowała się idealnie.
W czeluściach moich szaf odkryłam
jeszcze jedną
dotychczas niewykorzystaną 
skrzyneczkę z surowego drewna.
Zyskała wykończenie,
stosownie do przeznaczenia
 w kolorach rustykalnego brązu i mięty.








Stwierdziłam więc, że może któraś 
z Was zechce zyskać
 ładną oprawę dla swoich ziołowych okazów.
 Skrzyneczka jest do kupienia






W jej towarzystwie zapozowały również 
kartki, które ostatnio wykonałam.
Nastrojowe obrazki vintage
w ziołowej oprawie.












Niech Wam się zieleni
w domkach 
i w sercach.
:-)

piątek, 15 lipca 2016

Szklany urok



W moim regionie obecnie panuje szklana pogoda.
Niby lato, ale kapryśne.
Ja jestem już po urlopie. 
 Chciałabym jednak jeszcze pospacerować w promieniach słońca
i powspominać swoje urlopowe wędrówki.
Ale nie narzekam, 
nauczyłam się już 
brać od życia, tyle 
ile niesie chwila.
Tymczasem więc zaklinam pogodę i poprawiam sobie nastrój 
patrząc na świetlne refleksy
na barwnym szkle.












Zauważyłam, że najbardziej modne i jednocześnie urokliwe
jest szkło w odcieniach zieleni.
Turkus, szmaragdowa czy butelkowa zieleń
to najczęściej wykorzystywane w Waszych kompozycjach barwy.

Sama jestem w posiadaniu kilku fajnych egzemplarzy przedmiotów w tej tonacji,
bo nie potrafię oprzeć się ich urokowi.

 Tutaj śliczny wazonik występuje w towarzystwie znanego już Wam kalendarza
z terminami podlewania.
Odpukać w niemalowane, 
sukulenty mieszkają u mnie już trzy miesiące i żyją
:-)








Tyle naczytałam się pochwał na temat owianych sławą 
słoiczków po jogurtach z pewnego dyskontu, 
że i ja uległam tej modzie. 
Wykorzystałam je do kolejnej mojej kwiatowej instalacji.










Na koniec szklane butelki,
które w sezonie owocowo-warzywnym 
must have 
każdej szanującej się 
blogerki.








Do napojów, koktajli, lemoniady
czy wyłącznie do dekoracji,
są zdecydowanie niezbędne.


Obie buteleczki zaprezentowane na
powyższym zdjęciu są do kupienia
na moim blogu 
sentimenti 




czwartek, 7 lipca 2016

Z miłości do staroci



Moje zamiłowanie do starych przedmiotów,
nadgryzionych zębem czasu,
z jakąś historią,
już znacie.








Regularnie bywam na giełdzie staroci w moim mieście, 
skąd targam do domu
upolowane okazy, żeby chronić je od zapomnienia.

Przy planowaniu tegorocznego urlopu
musiałam więc w końcu obrać jedynie słuszny kierunek.
Wielkopolska, a w szczególności miejsce, które było na mojej liście do odwiedzenia już dawno.
Czacz, bo o nim tu mowa,
 to mała wieś oddalona od Poznania o 60 km.
Co jest w niej takiego oryginalnego?
Otóż jest jedną wielką giełdą staroci.
Praktycznie przy każdym domu, w garażu, hali, na podwórku
sprzedaje się używane meble i przedmioty, sprowadzone głównie z Niemiec i Holandii.








Znaleźć tu można wszystko,
istny raj dla miłośniczek
stylu retro, vintage czy shabby chic.
Są witrynki, gazetniki, lampy, stoliczki w różnych rozmiarach, angielska porcelana.
Wszystko w bardzo dobrym stanie.
Meble często są już odnowione.









Jest też sporo rzeczy nowoczesnych: 
meble, małe AGD czy rowery.






Hal jest całe mnóstwo, 
ja sama odwiedziłam na pewno kilkadziesiąt,
a byłam tam w środku tygodnia, więc nie wszystkie były otwarte.
Jeśli chodzi o ceny to jest dość drogo.
Mówię tak z własnego doświadczenia,
 bo porównałam do cen, które są na mojej rodzimej giełdzie.
Ale jeśli ktoś nie korzysta z alternatywnego źródła,
 to w tym miejscu coś na pewno upatrzy dla siebie.
Aby nie wyjść z pustymi rękami
pokusiłam się o wiszącą lampę,
która chyba zawiśnie nad stołem w kuchni.
Wydatek - 35 złotych.
Na zdjęciu jest w towarzystwie stolika
ze szczecińskiej giełdy, 
który zastąpi szafkę nocną w sypialni.







Z tej wielkiej miłości do pięknych rzeczy,
doszłam  już  do takiego etapu w moim życiu,
że mieszkanie zaczyna pękać mi w szwach.
Dlatego postanowiłam powoli rozstawać się z nadmiarem przedmiotów.

Stworzyłam więc miejsce, gdzie będę 
w dobre ręce odsprzedawała to, co 
dla mnie stało się zbędne, a komuś może przynieść radość.

Zapraszam na mój drugi blog 







A gdzie Wy zaopatrujecie się w swoje starocie?


sobota, 2 lipca 2016

Amazing june



Czerwiec był dla mnie 
pod wieloma względami 
niesamowitym czasem.
Sam w sobie piękny miesiąc
przyniósł dodatkowo niezwykłe wrażenia.









Jego początek wiąże się z niezapomnianym
spotkaniem z Ewelinką
z bloga 
które zapoczątkowało serię dobrych zdarzeń w moim życiu.








Wierzę głęboko, że spotkanie z drugim człowiekiem może nieoczekiwanie
odmienić nasze życie, chociażby
poprzez zmianę nastawienia
do pewnych zdarzeń czy siebie samego.






Wcześnie rozpoczęty w tym roku urlop
wniósł w moje życie potrzebny spokój
i niezapomniane przeżycia.
Odbyłam bowiem krótką, ale intensywną
podróż po Wielkopolsce,








która miała swój niesamowity finał
w bajkowym miejscu.
Mam tu na myśli cudowny domek
naszej 
To wspaniałe uczucie móc znaleźć się we wnętrzach, 
które wcześniej podziwiało się na zdjęciach.
Co więcej, to pozwala poczuć się jak
w dobrze znanym, zaprzyjaźnionym miejscu.
Jak w domu.
Niteczko, dziękuję Ci z całego serca za to spotkanie.
Ściskam Was serdecznie,
a Borysa  tarmoszę 
:-)











Miłe Moje - blogowe koleżanki,
zachęcam Was do takich spotkań,
W ciągu miesiąca przeżyłam dwa 
i nie zapomnę tych wrażeń bardzo długo.
To niesamowite, że łączy nas 
niby pozornie słaba więź,
a okazuje się, że w realnej rzeczywistości
możemy odkryć w sobie nawzajem
przyjacielskie relacje.
Jeśli zapędzicie się na Pomorze Zachodnie
w swoich wojażach,
koniecznie pozwólcie mi się uściskać osobiście.
 Tym czasem wirtualnie obejmuję Was serdecznie.

 


 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...