Kwiaty bzu czarnego i magiczny pyłek

Kwiaty bzu czarnego i magiczny pyłek

Miniony weekend spędziłam w towarzystwie statków, morza atrakcji i nadrzecznej bryzy, przy okazji odbywających się w moim mieście corocznych Dni Morza.
Zaś poprzedni, długi weekend zawiódł mnie nad morze.

Bliska odległość mojego miejsca zamieszkania od morza, to niewątpliwie jeden z największych atutów miejsca, w którym mieszkam.
Szczególnie, że wybierając alternatywną trasę turystyczną, mam możliwość odbycia podróży w przyjemnym towarzystwie mijanej przyrody.
Za sprawą tej wyprawy, mogłam wzbogacić swoje  zielarsko-kulinarne dokonania o kolejne przyjemne doznania.

W ubiegłym roku poraz pierwszy spróbowałam zrobić sama 

 syrop z kawiatów czarnego bzu 

i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego sezonu na przygotowanie zimowych zapasów.
Znalezienie w dużym mieście czystego miejsca,

skąd można zebrać kwiaty czarnego bzu jest karkołomnym wyczynem.
Dlatego wyprawa nad morze miała dla mnie podwójny wymiar. Odwiedziłam miejsce, które kocham miłością niezmienną od wielu, wielu lat i mogłam zebrać kwiaty bzu w sprzyjających okolicznościach nadmorskiego klimatu.
Chciałam w tym roku pójść dalej z moimi zielarsko-kulinarnymi poczynaniami, 

dlatego wypróbowałam nowe receptury na przetworzenie kwiatów czarnego bzu.


I. Smażone kwiaty czarnego bzu 



To jest prawdziwy rarytas, którego trzeba koniecznie spróbować. 

Kwiaty smaży się według upodobania w cieście naleśnikowym lub racuchowym, posypuje cukrem pudrem i zajada :-)

Podaję mój przepis w proporcji do przygotowanej ilości:

- 10 kwiatów czarnego bzu,

- 1/2 szklanki mąki,

- szklanka kefiru, 

- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,

- szczypta soli,

- cukier puder do posypania,

- olej do smażenia.

Kwiaty zanurzamy w przygotowanym cieście i smażymy na tłuszczu.



 II. Miód z kwiatów czarnego bzu

 Składniki:

- 40 baldachów,

- 1 kg cukru,

- 1,5 litra wody,

- sok z jednej cytryny ( można dodać więcej).


Kwiaty zalewamy zagotowaną wodą i zostawiamy na godzinę.
Po tym czasie odcedzamy kwiaty, dodajemy cukier, sok z cytryny i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy ok. 1 godziny, aż zredukuje się ilość wody. 
Gorący miodek wlewamy do słoiczków.
Można je dla pewności zapasteryzować.   
Czym różni się miodek od syropu? Ma ten charakterystyczny dla miodu lekko drapiący posmak na podniebieniu :-)

 

 

III. Ocet z kwiatami czarnego bzu 

Do octu winnego lub jabłkowego (ja wybrałam jabłkowy) należy dodać baldachy z kwiatami, 
w proporcji:

jedna szklanka octu - jeden kwiatostan

i pozostawić na 3-4 dni w ciemnym, ciepłym miejscu, w szklanym naczyniu.

Od czasu do czasu należy przemieszać zawartość.  

Potem wystarczy ocet przecedzić i przechowywać w zakorkowanej, ciemnej butelce.

Uzyskujemy ocet o ciekawym smaku do stosowania zarówno w kuchni, zdrowotnie jak i w kosmetyce:

- ja dodaję go do sosu vinegret,

- po rozcieńczeniu z wodą, można używać go jako toniku do twarzy, 

- a do spożycia, wymieszaną łyżkę ze szklanką wody, jako kurację oczyszczającą organizm.  

 

 

IV. Suszone kwiaty czarnego bzu


To czego nie zdołałam przetworzyć, trafiło do suszenia. 

Na rozłożonym prześcieradle, w zacienionym, przewiewnym pomieszczeniu rozkładamy kwiaty. 

Ja suszyłam je trzy dni.

Przechowuję je w całości w ciemnych słoikach. 

Zastosuję do zaparzania naparu do picia, przemywania twarzy czy aromatycznej kąpieli. 


Kwiatom czarnego bzu przypisywano dawniej magiczną moc. Zapewne, to za sprawą złocistego pyłku, którym pokryte są kwiaty.

Dlatego przy zrywaniu i obróbce, należy zachować delikatność, aby tego pyłku utracić jak najmniej.

 

 

 

Kiedy ja zbierałam te kwiaty, wiele z nich było jeszcze w pąkach. 

Rejon nadmorski ma chłodniejszy klimat, więc jest szansa, że kwiaty tam jeszcze są. 

Jeśli nie uda się Wam ich zebrać z tym roku, pozostaje pamiętać o nich w następnym sezonie, 

a w sklepie zielarskim kupić susz na pyszną, zdrowotną herbatkę. 

Szczególnie polecaną na porę zimową.

 



 


 

 


 

 

Ziołowy ogródek

Ziołowy ogródek


Ostatnio w mojej biblioteczce prym wiodą książki o tematyce ogrodniczej i zielarskiej.
Posiadanie działki, obserwowanie jej rozkwitu, 

powodują naturalną ciekawość i zainteresowanie tym, co na niej rośnie.
Moją główną ideą przy uprawianiu ogródka jest naturalność.
Kiedy pierwszy raz Wam o tym napisałam, stało sie to motywem przewodnim moich działań.


ogrodowe wyzwanie 
 

Nie walczę więc zaciekle w chwastami i niekontrolowanym wysiewem roślin. 
Zachwyca mnie to, co wyrasta z ziemi i wzmaga potrzebę pozyskiwania wiedzy na temat tych roślin
i kwiatów.
Szczególnie, że większość tzw. "chwastów" to są rośliny lecznicze, stosowane w medycynie ludowej od wieków, jak np.


mniszek lekarski 

Moja ciekawość prowadzi do tego, że każdy wyjazd za miasto kończy się wyprawą na działkę, 
ze świeżą dostawą zielska:-)
Ostatnia zdobycz to rumianek i chabry, zebrane na łące w drodze nad morze.  

Ale żeby ogarniać temat i mieć pożytek z tych wszystkich roślinek, potrzebna jest wiedza.
Na temat wysiewu, zbioru, przetwarzania i zastosowania.
I tu przychodzą z pomocą wszelkiego rodzaju zielniki i książki zielarskie.
Moim ostatnim skarbem jest 






Ta ślicznie wydana książka charakteryzuje się praktycznym rozkładem. 
Nie jest typowym zielnikiem z suchymi faktami, ale opowieścią o wędrówce po ziołowym ogródku pełnym bogactw natury.
W poszczególnych rozdziałach łatwo można znaleźć potrzebne informacje, np.:

Jak zaprojektować ogród i wybrać do niego rośliny.

Jak go pielęgnować i zbierać zioła, a potem przerobić je na różne produkty.

A na deser, zawiera cudne botaniczne ryciny wybranych ziół i ich opisy.
Tak ładne, że aż kusi mnie mała profanacja :-)

 


Lekturę polecam każdemu, niekoniecznie zajmującemu się zielarstwem na co dzień,
bo to kopalnia ciekawostek:

1. Czy przygotowując danie z dodatkiem bazylii, wpadlibyście na to, że można zaparzyć z niej herbatkę?
Z dodatkiem melisy i rumianku, to doskonałe antidotum na:

- stres, 
- problemy ze snem czy
- zdenerwowanie.
Generalnie wskazuje się, żeby zioła suszyć i z tego przygotowywać napary. Mnie bardziej smakują te ze świeżych roślin. Przynajmniej póki są dostępne w takiej formie.


2. W książce znalazłam też pomysł na aromatyczny miód.
Do naturalnego miodu z pasieki, po pogrzaniu i rozpuszczeniu dodaje się wybrane zioła, miesza i zostawia do ostygnięcia.
Można też włożyć tam  saszetkę z ziołami, żeby go aromatyzować, a potem ją usunąć. Taka forma spodoba się chyba osobom, które wolą bardziej aksamitną konsystencję miodu.


A może Wy znacie jakieś ciekawe pomysły na wykorzystanie ziół?

 
Syrop z bzu - lilaka pospolitego

Syrop z bzu - lilaka pospolitego


Maj kojarzy się nam z kolorami i zapachami kwitnących drzew,
a w szczególności bzu.
I od razu muszę tu zaznaczyć, że chodzi o lilak pospolity, który bzem został nazwany w mowie potocznej i pod tą nazwą funkcjonuje w naszej świadomości.



Odróżnić go jednak trzeba od dzikiego bzu czarnego, zwanego lekarskim. 
To drzewo o białych kwiatach kwitnących w maju i czarnych owocach pojawiających się późnym latem. 


W mojej biblioteczce, w ostatnim czasie prym wiodą czasopisma oraz książki o tematyce ogrodniczej i zielarskiej.

Tam więc znalazłam informację, że te piękne, pachnące kwiaty bzu, można wykorzystać do przygotowania słodkiego, aromatycznego syopu.
A że pewne doświadczenie w tym temacie już mam, bo poczyniłam w ubiegłym roku syrop z melisy i kwiatów czarnego bzu, postanowiłam przygotować syrop z kwiatów bzu lilaka.
Najpierw przygotowałam go na próbę w małej ilości, żeby sprawdzić jak zachowa się ten zachwycający aromat. 

I mogę Wam powiedzieć, że piękny smak i  aromat udaje się zamknąć w słoiczku, natomiast zmienia się kolor soku.
Mój syrop przygotowałam z dwóch krzewów o różnym odcieniu fioletu. Jaśniejszy po przetworzeniu  przybrał barwę różową, ciemniejszy fiolet natomiast - czerwoną. 


Syrop z lilaka przygotowałam dokładnie tak samo, jak ten z kwiatów z czarnego bzu i odsyłam Was po recepturę do 
tamtego wpisu.

Sezon na pachnący obłędnie lilak już się zakończył, ale taki sok można przygotować w ten sam sposób również z innych kwiatów, np. opisywanego już przeze mnie 
mniszka lekarskiego
akacji, koniczyny, czeremchy czy lipy a także z ziół ( ja robiłam z melisy).


Takie soki, syropy powstają z użyciem cukru i wiele osób uważa to za wadę.
Niestety naturalny proces wytworzenia syropu, nie obędzie się bez niego. Jest on naturalnym konserwantem, nośnikiem smaku i konsystencji. Można użyć zamiennie ksylitolu, ale taki mi nie smakuje.
Syropy te wykorzystujemy najczęściej w celach leczniczych (bo takie mają właściwości), a więc sporadycznie i rozcieńczamy je wodą, więc tego cukru nie należy się przesadnie obawiać.
Są doskonałym składnikiem do przygotowania domowej lemoniady, czy  napoju na upalne dni, po dodaniu gazowanej wody mineralnej, kostek lodu, mięty i cytryny.



Zachęcam Was do przygotowania swojego ulubionego syropu
lub podjęcia takiego kulinarnego eksperymentu. 
Tym bardziej, że już można zbierać kwiaty czarnego bzu a niedługo rozkwitną lipy.
A może macie już swoje ulubione syropy z nietypowych roślin?
Noc Muzeów nadchodzi

Noc Muzeów nadchodzi


Lubię swoje miasto. 
Nawet użyłabym stwierdzenia, że je kocham i utożsamiam się z nim, choć się tu nie urodziłam.



Mam to szczęście, że mieszkam w bardzo ładnym, dużym mieście, w którym, wbrew obiegowym opiniom malkontentów, dzieje się bardzo dużo.
Tak dużo, że nie nadążam za wszystkimi imprezami, które mnie interesują.
Co rok biorę udział w Europejskiej Nocy Muzeów, która w tym roku przypada 19 maja.



Dzięki tej inicjatywie można za darmo odwiedzić muzea, wystawy, obiekty turystyczne, 
a przede wszystkim wejść do takich miejsc, które na co dzień nie są udostępniane nawet turystom.





I tak udało mi się odwiedzić między innymi Muzeum Medycyny na Pomorskiej Akademii Medycznej, które dostępne jest tylko dla studentów tej uczelni.
A okazy w nim zebrane, to przegląd narzędzi i urządzeń używanych w medycynie na przestrzeni wieków, począwszy od średniowiecznego sposobu na trepanację czaszki :-)
Do tego wpuszczono nas na strych, skąd rozciąga się piękny widok na panoramę miasta czy do podziemi, których używano kiedyś jako schron.


Odwiedziłam też Gabinet Prezydenta Miasta i wieżę widokową na Katedrze. 
Ta ostatnia jest dostępna dla zwiedzających, ale tylko w ciągu dnia, a ja miałam okazję upajać się widokiem mojego miasta rozświetlonego tysiącem świateł, prawie w samotności.

Swoje tajemnice odkryła też szkoła plastyczna, której pokój nauczycielski wyłożony drewnem, przypomina salę z Hogwartu, a między pracowniami znajdują się tajemnicze przejścia.


Odwiedziłam też zabytkowy kościół ewangelicko-augsburski, spotkałam się z przemiłym pastorem
i widziałam miejsca w jakich odbywają się nabożeństwa protestanckie.



Przy każdej takiej okazji poszerzam zakres moich wędrówek o nowe miejsca. 
W zabytkowym Czerwonym Ratuszu, zwanym przeze mnie szczecińskim Hogwartem, byłam kiedyś tylko raz, na rozmowie kwalifikacyjnej, ponieważ mieści się tam siedziba Urzędu Morskiego. 
Niestety wtedy nie miałam okazji zwiedzenia tego miejsca, dlatego czekam na taką możliwość, właśnie przy okazji takich imprez. 

 Może uda się tym razem :-)


Wiem, że nie wszyscy mieszkają w dużych miastach, oferujących takiego rodzaju atrakcje
a i dojechać gdzieś na taką imprezę, nie zawsze się chce.
Ale ja uwielbiam małe miasteczka i uważam, że tam też można znaleźć coś ciekawego i cieszyć się oraz być dumnym z miejsca w jakim się mieszka.



Braliście udział w Nocy Muzeów lub podobnych imprezach?

 
Awokado na zdrowie i urodę

Awokado na zdrowie i urodę


Awokado przez długi czas było dla mnie owocem nieznanym.

Generalnie nie przepadam za egzotycznymi owocami, z powodu ogromnej ilości cukru jaką zawierają 

i nieatrakcyjnych dla mnie walorów smakowych. No może, z wyjątkiem ananasa :-)

Awokado natomiast zawiera śladowe ilości cukru, choć za to bardzo dużo tłuszczu, 
ale za to jakiego - same najlepsze kwasy omega 3 i 6 oraz bardzo długą listę mikroelementów.
Są to przeciwutleniacze, antyoksydanty, potas czy luteina.


 

Owoc ten odkryłam dopiero, gdy dietetyczka umieściła go na mojej liście żywieniowej. 
dieta cud 

Ma ono neutralny smak a do tego kremową, plastyczną konsystencję, więc może być bazą wielu potraw. Stosowałam je głównie jako dodatek do sałatek oraz w postaci:


1. Guacamole - czyli meksykańska pasta do pieczywa.

Moja ulubiona kompozycja to dodatek czosnku, drobno posiekanych rzodkiewek i pomidory krojone w plastry lub koktajlowe, zajadane w całości.


Niedawno odkryłam również inne, niezliczone możliwości zastosowania awokado i jestem zachwycona jego wszechstronnością.

2. Koktajl z awokado.

Tu można szaleć do woli i komponować swoje ulubione składniki oraz odkrywać nowe smaki. 
Moja podstawowa wersja to awokado zmiksowane z truskawkami i mlekiem roślinnym.
Po takiej miksturze czuję, że pięknieję od razu :-)




3. Pesto z awokado. 

To jest dla mnie spore zaskoczenie, że można je tak wykorzystać, ale jego kremowa konsystencja nadaje się do tego idealnie. Dodatek bazylii lub natki pieruszki, ulubionych orzeszków, papryczki chili czy suszonych pomidorów, oliwy i sera, uczyni to danie wyrafinowanym poczęstunkiem, nawet dla naszych gości. 


Z awokado można przygotowywać również desery w postaci kremów, zupy czy zapiekać 
je z farszem. 


Ja swoje kulinarne doświadczenie i gotowanie z awokado, odbyłam dzięki  

Wydawnictwu Vivante 

i starannie wydanej książeczce kucharskiej, której głównym bohaterem jest właśnie awokado
Znajdziecie w niej te i wiele innych zaskakujących propozycji na wykorzystanie tego owocu.



A jakie są Wasze doświadczenia z owocem awokado?
Mniszek lekarski, syrop, napar na zdrowie

Mniszek lekarski, syrop, napar na zdrowie



Zawsze byłam blisko natury.

Lubię kontakt z nią, odpoczynek na jej łonie oraz zbawienny wpływ na ciało i umysł.
Teraz kiedy spełniłam marzenie o posiadaniu kawałka własnego ogródka, mogę być z nią na co dzień w bliskim kontakcie i nie tracić z oczu jak się zmienia i pięknieje.



Zamiłowanie do naturalnych terapii i ciekawość w tym kierunku, towarzyszą mi od dawna. 
Już kiedyś raczyłam Was moimi drobnymi
postępami w tym temacie.

Wierzę w dobroczynną moc ziół, cenię sobie naturalną żywność i przyprawy. Ograniczam ilość chemii w moim domu i kosmetykach, które używam.
Zgodnie z tym nurtem, na mojej działce postanowiłam nie pozbywać się na siłę i z determinacją "chwastów",
ponieważ to co zwykliśmy nimi nazywać, to w prawie 100 procentach są rośliny jadalne. 
Znane naszym przodkom od stuleci służyły jako lekarstwa i żywność, a  w wyniku uprzemysłowienia i produkcji mocno przetworzonej żywności, straciły na znaczeniu.


Dlatego, kiedy w moim ogródku pojawiły się złociste kule mniszka lekarskiego, postanowiłam przetestować jego właściwości.
mniszek lekarski, wioseny ogród, zioła
Przewertowałam fachową literaturę, której trochę zgromadziłam i dzielę się dziś w Wami z tą wiedzą i moim drobnym doświadczeniem.


Syrop z mniszka lekarskiego.

Uzyskuje się go z kwiatów, a sporządza na bazie wody, cukru i soku z cytryny.
Sposób wykonania jest taki sam, jak w przypadku wielu takich syropów z różnych roślin.
Ja w ubiegłym roku podałam Wam przepis na taką miksturę 
z kwiatów czarnego bzu.

Syrop z mniszka lekarskiego jest doskonałym lekiem na kaszel i przeziębienie, 
a sam w sobie smacznym dodatkiem do napojów czy deserów. 
Jeśli nie macie dostępu do kwiatów z czystego, ekologicznego źródła, warto taki syrop kupić w sklepie zielarskim lub na targu.
Polubią go szczególnie dzieci, bo smakuje jak miód.

syrop z mniszka lekarskiego



Napar odchudzający z liści mniszka lekarskiego.

 

W literaturze znalazłam informację, że taka mikstura pomaga przy redukcji wagi. Zawiera bowiem kwasy pomocne przy odchudzaniu, a także reguluje pracę wątroby i działa moczopędnie. 

Ja swój napar przygotowałam z łyżki posiekanych świeżych liści, zalanych szklanką wrzątku.
Zalecane spożycie to 2 dwie porcje dziennie. 


Liście mają gorzkawy smak, dlatego zebrałam te najmniejsze i najmłodsze z możliwych, stąd napar w smaku był akceptowalny.  
Można go odrobinę dosłodzić miodem, sokiem lub dodać cytrynę.
Oczywiście poza sezonem posiłkujemy się suszonymi liśćmi, przygotowanymi własnoręcznie lub kupionymi w sklepie zielarskim.
Ja czekam na efekty jego działania :-)


Sałatka z liści mniszka lekarskiego.


Z młodych listków można przygotować sałatkę. 
Z uwagi na ich gorzkawy smak, można łączyć z innymi warzywami typu sałata, roszponka, szpinak lub spożyć samoistnie pozbywając się wcześniej goryczki. Robi się to przez moczenie ich w osolonej wodzie lub kruszenie pod przykryciem.  
Ja do swojej ulubionej sałatki na bazie roszponki, pomidorków koktajlowych i koziego sera, dodałam pokrojone listki mniszka
Używam do niej aromatycznego dresingu z dodatkiem czosnku 
( olej z pestek winogron, ocet jabłkowy, miód, mieszanka zmielonych, kolorowych ziaren pieprzu, sól i co najmniej jeden duży ząbek czosnku pokrojony w plasterki), więc smak listków był praktycznie niewyczuwalny.
Sałatka z liści mniszka podobno jest smakołykiem lubianym przez Francuzki, więc to jest chyba dobra rekomendacja.


 sałatka z mniszka lekarskiego, sałatka z ziołami


To ziele, taktowane niesprawiedliwie jako chwast, 
kryje w sobie wiele dobroczynnych działań. 
Jego korzenie zbierane wiosną lub jesienią, można przyrządzać jak warzywa typu szparagi czy fasolka. 
Ja jesienią na pewno spróbuję tego specjału.


Zachęcam Was mocno do bliższego kontaktu z tym zielem i wypróbowania moich propozycji.
Póki jeszcze trwa jego kwitnienie, możecie pobawić się same lub z Waszymi dziećmi w zielarkę, a przy okazji przeżyć spotkanie z naturą, w jej najczystszej postaci.

Pięknego maja Wam życzę :-)

 




 



Pudełko na prezent czy przybornik?

Pudełko na prezent czy przybornik?


Lubię obdarowywać bliskich, znajomych czy przyjaciół prezentami hand made.
 
pudełko na prezent, box na prezent, pudełko hand made


 
Najczęściej są to własnoręcznie zrobione kartki i albumy na zdjęcia.
Nie każdy jednak takie prezenty lubi albo chcemy podarować w prezencie coś klasycznego, np.perfumy. 
Warto wtedy taki prezent efektownie i oryginalnie zapakować.
Z taką intencją przygotowałam pudełko na prezent dla mojej przyjaciółki.

 

Zwykłe kartonowe pudełko postanowiłam więc okleić dekoracyjnymi motywami.

pudełko na prezent hand made

W trakcie zabawy z papierem zastanawiałam się jak takie pudełko można wykorzystać później, żeby nie trafiło w kąt lub do kosza. 
Szkoda byłoby bowiem mojej pracy i kłóciłoby się to z moim zamiłowaniem do recyklingu.
I tym sposobem wpadłam na to, jak nadać mu nową rolę.
Wystarczyło tylko wieczko pudełka wepchnąć do jego środka.
Pudełko na prezent zamieniło się w przybornik  na biurko i może służyć obdarowanemu jeszcze przez długi czas, przypominając mu miłe chwile.



Lubię takie proste pomysły, które znienacka wpadają do mojej głowy.

Podobają się Wam takie prezenty, które posiadają drugie życie :-)
Wiosna, ach to ty

Wiosna, ach to ty


Po długiej zimie, przyszła wiosna jak marzenie.
Jest tak ciepło, że niejedno lato mogłoby się zawstydzić.
Nic dziwnego więc, że każdą wolną chwilę spędzam
na mojej działce.

Długo nie mogłam tam nic robić ze względu na pogodę, zamarzniętą ziemię i zrozumiałą przez to niechęć.
Kiedy tylko się zrobiło cieplej, ruszyliśmy pełną parą. 
Pan Ogrodnik zajął się ścinaniem starych drzew, Pani Ogrodniczka sprzątaniem i planowaniem upraw:-)

  
Przyznam, że to planowanie jest najprzyjemniejszą częścią roboty:-)
Z rozrzewnieniem wracam do wspomnień z ogrodu  mojego dzieciństwa i roślin jakie tam hodowała moja Mama. 
I na pewno nie wszystkie uda mi się posadzić w tym sezonie,  bo priorytetem stało się niestety uporządkowanie przestrzeni, ale już długa kwiatowa lista powstała. 
Na razie zapisuję je sobie w zeszycie, ale jak mnie znacie, to na pewno za chwilę wykleję sobie kalendarz/planner ogrodnika :-)

Tym czasem cieszę się z pierwszych efektów mojej jesiennej pracy
 krokusy, wiosenne kwiaty

fiołki
 
 i kupuję kwiaty, które wysadzam na działkę.
stokrotki, żonkile

oraz z wielką radością patrzę na każdy pojawiający się pączek.



Cieszcie się z uroków wiosny i korzystajcie ze spacerów, zapachów i widoków. 
Dla mnie to najpiękniejsza pora roku.
Do następnego razu...
Pisanki wielkanocne - pomysły

Pisanki wielkanocne - pomysły


Dziś Wielki Piątek. 
Czas, żeby się wyciszyć i zacząć nastrajać świątecznie.
Dla mnie to dzień, w którym staram się wytonować wszelkie zbędne emocje i nie ulegać przedświątecznej bieganinie.
Porządki zrobione, zakupy również. Pozostało trochę pieczenia i strojenie stołu. 
Aby ułatwić sobie osiągnięcie tego spokoju, jajeczka do koszyczka wielkanocnego, przygotowałam wczoraj.

Jeśli ta przyjemność jest jeszcze przed Wami, to może skorzystacie z mojej inspiracji.

 PASTELOWE PISANKI

pisanki pastelowe, pisanki wielkanocne

Uzyskanie pastelowych pisanek  jest niezwykle łatwe.

Przyzwyczailiśmy się trzymać jajka w barwniku, zgodnie z przepisem producenta. Uzyskujemy wtedy mocne, nasycone kolory.

Wystarczy jednak umeścić jajko w barwiącym preparacie na krótką chwilę. Dosłownie liczoną

w sekundach. Aby na bieżąco kontrolować nasycenie, jajko zanurzam ułożone na łyżce i obracam kilka razy w barwniku.

W zależności od tego, jak długo je tam utrzymamy, nasycenie pastelu będzie wzrastać. Można uzyskać w ten sposób piękne pastelowe pisanki w różnych tonacjach jednego koloru.

 

Należy również pamiętać o mieszaniu kolorów.

pastelowe pisanki, pisanki wielkanocne

Żywą zieleń uzyskałam poprzez dodanie odrobimy żółtego barwnika do koloru zielonego. Mój ulubiony miętowy, to kombinacja zieleni i kropli niebieskiego barwnika.

 

 

 

CZARNO BIAŁE PISANKI, W STYLU SKANDYNAWSKIM 


Polubiłam sie bardzo ze stylem skandynawskim. A nawet, o dziwo z kolorem czarnym.

Mój tegoroczny koszyczek wielkanocny jest więc kompilacją moich upodobań.

Nie mogło w nim zabraknąć również popularnych

skandynawskich pisanek z motywami graficznymi.

pisanki czarno białe, pisanki skandynawskie, pisanki w stylu skandynawskim

Wzory na jajkach zostały wykonane pisakiem pernamentnym. Można wykorzystac do tego zwykły marker. 

Należy tylko uważniej i wolniej nanosić wzory, aby go nie rozmazać. 



Na koniec chciałabym życzyć

 Wam pogodnego nastroju

 i świątecznego ducha przy Waszych stołach.

 

Radosnego Alleluja!

 

 

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger