Kuchnia Ikea - dlaczego nie

Kuchnia Ikea - dlaczego nie



Nastał ten czas, kiedy powinnam powitać Was z mojego odnowionego mieszkanka, spoglądając z zachwytem na jego metamorfozę, a zwłaszcza podłogi. Niestety, Pan przyjmujący nasze zamówienie, wykazał się brakiem profesjonalizmu, a mój komentarz na ten temat, nie nadaje się do publikacji.
Konsensus jest taki, że w terminie kiedy podłoga powinna być już u nas kładziona, została ona dopiero zamówiona u producenta. Niech żyje profesjonalny sklep z wieloletnią tradycją na lokalnym rynku! Tyle na ten temat, bo słów cenzuralnych mi brak.
Dzisiejszy post opieram więc na zdjęciach z katalogów i broszur reklamowych zebranych przeze mnie w czasie przygotowań do remontu.

Kiedy zaczęłam planować remont jakieś dwa lata temu, meble kuchenne miały być zamówione pod tzw. wymiar. Szybko doszłam jednak do wniosku, że żadna firma nie zaproponuje mi nic oryginalnego, z powodu niefortunnego położenia komina wentylacyjnego pomiędzy kuchnią a przedpokojem i zainstalowanego na nim ogrzewania. 
Naturalnym wyborem wydawały się więc   meble Ikea.


I to te najbardziej popularne wśród wszystkich znanych mi blogerek, z dekoracyjnymi frezami. A że moje fascynacje ulegają okresowym zmianom, przyszedł czas na nowe. Przytłoczona ilością dekoracji w domu, różnych motywów i faktur zapragnęłam oddechu i prostoty. Tak zrodziło się zamiłowanie do nowoczesnych, minimalistycznych form i stylu skandynawskiego. 

A kto inny, jak nie szwedzka sieciówka, jest liderem tego rodzaju mebli? Pytanie retoryczne. Wybór padł na białe, proste meble kuchenne Ikea z linii Metod.
 


Proces planowania pomógł jednak ochłonąć i dojść do niekorzystnych wniosków.

SZAFKI IKEA
Standartowa głębokość szafek tej firmy to 60 cm. Przy dotychczasowych 52 cm, oznaczało to utratę kilku centymetrów na powierzchni i tak niezbyt szerokiej kuchni.

BLATY IKEA
Niestety blaty kuchenne tej firmy, tak jak np. pościel cechują się odmiennym wymiarem od dostępnych na rynku produktów innych firm. Te mają 63 cm, co w praktyce oznacza, że do szafek Ikea nie pasują konwencjonalne blaty innych producentów. Zawęża to wybór i wpływa na droższą wycenę całości. Dodatkowo, taki wymiar a właściwie dystans 3 cm pomiędzy głębokością szafek a blatem, uniemożliwiłby nam estetyczny montaż, z uwagi na rury gazową i wodno-kanalizacyjną, znajdujące się za szafkami.
Należy dodać do tego odległość do najbliższego sklepu Ikea i koszt transportu. Zamysł ten okazał się więc w naszym przypadku nietrafiony. 
Naturalnym więc wyborem okazało się znalezienie prostego, niedrogiego i łatwo dostępnego rozwiązania z myślą, że kuchnię marzeń będę urządzać jako następną, w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Takim sposobem wybrałam bardzo podobne do szafek Metod Ikea, modułowe meble kuchenne z Castoramy.


Które aktualnie mieszkają w piwnicy i na ich prezentację musicie jeszcze cierpliwie poczekać :-)

Ćwicząc własną cierpliwość, chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach z urządzaniem kuchni i wyborze mebli kuchennych.




Kolor do wnętrz

Kolor do wnętrz



Remontowy zawrót głowy powoli zaczyna zanikać, a w to miejsce pojawił się u mnie kolor we wnętrzu.
Dziś chciałabym podzielić się z Wami drobnymi kadrami moich ścian.




W dzisiejszych czasach, przy ogromnej dostępności do różnego rodzaju materiałów, przedmiotów i sprzętów, wybór koloru do wnętrza wydaje się czymś najprostszym w świecie. Moim zdaniem, i tak i nie. Można bowiem mieć jasno określoną wybraną gamę preferowanych barw, ale zabawa zaczyna się kiedy stajemy przed wzornikiem kolorów. 
Moim założeniem była paleta szarości i bieli, o której Wam już wspominałam. I wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego niż kupić takie farby i po problemie. A jednak. Szarość w odcieniu beżu, szarość w odcieniu błękitu, a nawet fioletu komplikuje wszystko. O ile bowiem ten w odcieniu niebieskim jest przeze mnie akceptowany, to pozostałe dwa już zdecydowanie nie. Jedyna rada to zaopatrzyć się w próbki i testować kolory.




Choć i tu trzeba brać poprawkę na położenie naszych ścian względem słońca, rodzaj sztucznego oświetlenia i podłoże, na którym malujemy. Przykładem niech będzie dominujący w moim wnętrzu kolor o nazwie "light grey".

Kolor próbki w słoiczku wskazuje na bardzo jasny odcień. Na pomalowanym podłożu widać już bardziej jego właściwą barwę.
A tak prezentuje się na ścianie w kuchni.
 


Jeśli mogę coś polecić miłośniczkom klasycznej szarości, to zdecydowanie właśnie ten kolor. Określiłabym go jednym słowem jako "elegancki". U mnie zagościł w kuchni i przedpokoju.

W sypialni natomiast króluje "niewzruszona szarość", jaśniejszy odcień, który przy sztucznym świetle nabiera niebieskiej barwy. Za dnia, w zależności od kąta padania światła prezentuje się jako ciemniejszy, niż jest w rzeczywistości. Dla porównania na zdjęciach widać ściany położone do siebie równolegle, jedna pod parapetem, druga na wprost okna.




A teraz niestety muszę Wam napisać o moim największym rozczarowaniu. W pokoju zwanym przez nas salonem, wymarzyłam sobie białe królestwo. Chciałam mieć fajne tło dla zdjęć i urządzić go w stylu skandynawskim. Niestety efekt mnie zaskoczył negatywnie. Po panującej tam wcześniej słonecznej żółci, pomieszczenie teraz jest w odbiorze chłodne i w odcieniu brudnej bieli. 


Czy to wina tynku strukturalnego, który jest tam położony, czy też odcienia bieli? Sama nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Może to wrażenie spotęgowane jest brakiem dekoracji, które na czas remontu zostały pochowane, ale też położeniem ścian. Tutaj, na wprost okna, nie wygląda ona już tak źle.

Pozostali członkowie rodziny też nie są zachwyceni, więc raczej zdecydujemy się na przemalowanie chociaż dwóch ścian, dla ożywienia wnętrza.



I na koniec mała rada. Prezentowane przeze mnie szarości pochodzą od różnych producentów, "light grey" to Beckers, a "niewzruszona szarość" to Dulux. Farby użyte w moim mieszkaniu są od Tikkurilii. Zależało mi na bardzo dobrej jakościowo farbie, którą będzie można szorować detergentem. Dlatego wybór padł na farbę ceramiczną tej firmy. Wystarczy udać się do dystrybutora z odmalowaną próbką, na przygotowanym odpowiednio podłożu (kawałek płyty kartonowo-gipsowej pokrytej gładzią). Przy pomocy specjalnego urządzenia profesjonalista znajdzie Wam odpowiednik koloru w ofercie wybranej firmy.

Ciekawa jestem jakie Wy macie doświadczenia z kolorami farb w Waszych wnętrzach?


Zaplanuj sobie remont

Zaplanuj sobie remont



Remontowe poczynania nabrały już realnego kształtu. W tym tygodniu wszystkie pomieszczenia powinny ubrać się już w nowe barwy, a biały pył zacznie powoli osiadać. I wtedy do akcji wkroczy czyścik, mop oraz mocno podwinięte rękawy.
I tak do wiosny, kiedy będzie można porządnie przewietrzyć mieszkanie :-)

Tymczasem, kiedy nie ma jeszcze czego pokazywać, chciałabym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami, na wypadek, gdybyście w najbliższym czasie planowały małą rewolucję w Waszych wnętrzach.


I. Po pierwsze, drugie i trzecie, zacznijcie od uporządkowania Waszych szaf, szuflad i zakamarków. 
 


Nie liczcie na to, że tym zajmiecie się po remoncie. Mój kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa, kiedy pakowałam zawartość szafek i szaf do kartonów i worków. A wizja przeglądania tych rzeczy przy ich wypakowywaniu prześladuje mnie ciągle.


II. Sporządźcie szczegółowy plan prac w poszczególnych pomieszczeniach, z uwzględnieniem tego, że fachowiec i tak zrobi po swojemu :-)
 


 Bo profesjonalista nie myśli logicznie, tylko technologicznie. Ja chciałam, żeby najpierw skończył kuchnię, gdzie mogłabym przenieść rzeczy z kolejnych pomieszczeń, on tłumacząc się procesami technologicznymi rozgrzebał wszystkie ściany w mieszkaniu.
Należy wziąć również pod uwagę, że różne elementy naszego nowego wystroju, będą pojawiały się w domku w różnym czasie. Na podłogę czekamy trzy tygodnie, drzwi przyjadą za pięć, a szafki kuchenne pojawiły się po tygodniu.
W efekcie moja stara podłoga jest już tak czysta od ciągłego jej szorowania, że aż szkoda mi ją wymieniać, a w otworach drzwiowych mam szalenie dizajnerskie zasłonki z folii ochronnej. Natomiast szafki kuchenne stanowią ekskluzywne wyposażenie piwnicy :-)


III. Jeśli tylko macie taką możliwość i męską rękę w domu, wykonajcie część prac samodzielnie. U nas udało się samodzielnie obedrzeć ściany ze starej tapety i skuć kafelki ze ściany w kuchni.
Zaoszczędzicie środki na inne wydatki i ograniczycie do niezbędnego minimum pobyt fachowca w Waszym mieszkaniu.




Uśmiecham się do Was serdecznie z mojego domowego placu boju😉


Remont czyli demolka

Remont czyli demolka



"Szary wiruje pył ..." . Tak powinien nazywać się ten post.
Po dwóch lat odkładania koniecznego remontu, w końcu nastał ten dzień. I tylko wizja tego, jak będzie wyglądało moje mieszkanko po tej białej zadymie, trzyma mnie jeszcze w przeświadczeniu, że warto ponieść ten trud.
Co się zmieni? 
Miała być początkowo remontowana tylko kuchnia, bo to pomieszczenie nie było zmieniane odkąd kupiliśmy nasze mieszkanie. Poprzedni właściciele wymienili na krótko przed sprzedażą szafki kuchenne, więc szkoda było je wyrzucać i priorytetem stało się wtedy odświeżenie największego pokoju, który urósł do rangi salonu.
Kiedy powstawał w dość burzliwej atmosferze wstępny plan remontu kuchni, pojawił się dylemat związany z podłogą. Wszechpanująca w niemal całym mieszkaniu terakota prosiła się już o wymianę. Demontowanie podłogi w jednym tylko pomieszczeniu, do tego otwartym na korytarz wydało się bez sensu. Pojawiła się więc opcja wymiany podłogi w całym mieszkaniu. A jak podłoga, to i ściany. 
I tak to się zaczęło...






Co zatem pojawi się w moim nowym wnętrzu? Na pewno będzie dominowała szarość. Na ścianach i podłodze planuję neutralną bazę z jej użyciem.





Pojawi się również tapeta jako element praktyczny i dekoracyjny.





Odświeżeniu ulegnie nasz pokój dzienny, szumnie zwany salonem. Nikt w nim nie śpi, służy celom reprezentacyjnym, a że mieści się w bloku mieszkalnym , a nie w pałacu, to już drobny nieistotny szczegół :-)





Pojawi się nowa podłoga, w nowej dotychczas mi nie znanej technologii.





I najważniejsze. Będą białe meble kuchenne :-)





Wciąż szukamy alternatywy dla płytek kładzionych na tzw. "fartuch kuchenny", czyli przestrzeń pomiędzy blatem a szafkami. Bardzo chciałabym odejść od tego tradycyjnego rozwiązania, bo widok płytek na ścianie doprowadza mnie do estetycznej rozpaczy. Ale jeszcze nie wiem, czy nie zwycięży ekonomia i nie ulegnę temu pomysłowi z uwagi na koszty.
Przy okazji tego remontu moja wiedza na temat technologii i materiałów wykończeniowych do wnętrz, wzbogaciła się znacząco. Myślę, że kilka fajnych pomysłów będę mogła Wam przekazać.


Zapraszam Was na mój fanpage i Instagram. Tam pojawiam się częściej i publikuję moje prace oraz dokumentuję codzienność. Bezpośrednie ikonki znajdziecie u góry na pasku bocznym, a zdjęcia z IG zamieszczane są na bieżąco na dole strony głównej bloga.

Pozdrawiam z mojej białej krainy :-) 


 



Nowa Ja

Nowa Ja



Nad odświeżeniem wyglądu bloga pracowałam już od jakiegoś czasu. Wyłącznie w wyobraźni :-)
Ale przyszedł w końcu taki dzień, że decyzja zapadła. Albo teraz, albo nigdy.
I oto jestem, z nowym rokiem w odświeżonej formie. 






 

Zakładając tego bloga miałam na niego inny pomysł, niż wyszło w trakcie jego prowadzenia. Miał być utrzymany w innej stylistyce i tematyce. Ale życie pisze swoje własne scenariusze.
Byłam wtedy na takim etapie życia, że potrzebowałam wygadać się, powspominać i utulić żal po stracie najbliższych. 

W ciągu ostatnich dwóch lat zmieniłam się, rozwinęłam i uspokoiłam swoje emocje. A w dużej mierze stało się to dzięki Wam. 
Co zatem się nie zmieni?






 
Pozostaję przy moim przybranym blogowym imieniu, bo tak ono do mnie przylgnęło, że stało się moim alter-ego. Do tego stopnia, że waham się często podpisując różne oficjalne dokumenty :-)
Postać Holly Golightly inspiruje mnie niezmiennie i jest mi bardzo bliska. I choć wolę zdecydowanie sklep obuwniczy od jubilera, to mamy jednak ze sobą wiele wspólnego.
Wariactwo życiowe, w szczególności.








 
Dzisiejszy post ilustruje notes-pozytywnik, który specjalnie dla mnie wykonała moja nowa blogowa przyjaciółka Inka.
Dziękuję Ci bardzo moja Mistrzyni :-)












Bullet journal

Bullet journal



Wraz z nastaniem nowego roku
 przyjął się zwyczaj snucia noworocznych planów,
składania obietnic i postanowień.
Co z tego później realizujemy, 
to już nasza najgłębiej skrywana tajemnica
:-)
Zawsze to jednak lepiej wygląda, 
kiedy te wszystkie wizualizacje zapiszemy.




 

Już za chwilę pierwsza gwiazdka

Już za chwilę pierwsza gwiazdka




Moi drodzy pojawiam się tutaj z życzeniami,
spóźniona jak zwykle.
Te święta wyjątkowo są nie poukładane
przeze mnie, a do tego los przynosi mi co chwilę niespodzianki.
Ale czas już się wyciszyć i przyjąć taki stan rzeczy, jaki jest.
Więcej nie marudzę, bo obiecałam Wam 
pokazać kilka dekoracji z mojego domu.
Zrobionych zresztą na prędce,
jak zwykle :-) 






 




I z tego, co miałam pod ręką.
Papierowe gwiazdy z 
torebek śniadaniowych zdobią więc okna.








Stroik kraszą styropianowe bombki 
oklejone papierowymi paskami
i kwiatki z papilotek.








Figlarna jemioła okala świecę.





A szyszki przywiezione dawno temu z Hiszpanii
udają choinki.





Przy tej okazji
nie sposób nie wspomnieć
o pewnej nowej przyjaciółce blogowej, 
która moim dekoracjom dodała bajkowego stylu.

Mowa tu o Agnieszce z bloga
która podarowała mi swoje 
cudowne dynie.
I macie tu dowód, że mogą one stanowić całoroczną dekorację.
Jesienią jeszcze ich nie miałam :-)





A Marioli z bloga
zawdzięczam ślicznego konika na biegunach.



Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo.


Ale, nie o te wszystkie bajery
 przecież w tych świętach chodzi.
Dlatego życzę Wam prawdziwie duchowego 
ich przeżywania
i radości z narodzin Pana.








Prezenty, prezenty ...

Prezenty, prezenty ...



W przedświątecznej szamotaninie,
która ma obecnie miejsce u mnie,
bywają takie momenty, że siadam z wrażenia
i spada na mnie błogi spokój.
To moje dobre anioły
wysyłają do mnie 
prezenty, które wzruszają mnie dogłębnie.




Mój osobisty grudniownik

Mój osobisty grudniownik



Moje Kochane,
 dziękuję Wam za wszystkie przemiłe komentarze,
którymi obdarzacie mnie i moje prace.
Miło jest wiedzieć, że komuś się one podobają.

Ostatnio sporo czasu poświęciłam na rękodzieło, 
które poszło w świat,
do dobrych ludzi :-)
Ale, uwaga, uwaga
rozpoczęłam właśnie świąteczny urlop
i teraz w końcu poświęcę czas i energię
mojemu domkowi oraz dekoracjom.
U Was takie ładne rzeczy już widziałam, 
że zazdroszczę.
Muszę to szybciutko nadrobić.









W końcu znalazłam czas, żeby zająć się 
moim osobistym grudniownikiem.
Wspomniałam Wam przy okazji prezentacji
że mój będzie w technice, której do tej pory nie próbowałam,
tj. Project Life.
Polega ona na komponowaniu zdjęć w specjalnych albumach 
z foliowymi kieszonkami i z wykorzystaniem dekoracyjnych kart.









Mój w stu procentach taki nie jest, ponieważ 
album, który tu wykorzystałam
został kupiony na przecenie w Empiku 
i nie jest specjalnie dedykowany do tego typu prac,
 ale świetnie się do tego nadawał.
I kosztował 25 złotych, co stanowi niewielki ułamek tego, co zapłaciłabym za ten oryginalny.











Zdjęcia jakie w nim wykorzystuję pochodzą
z tego i ubiegłego roku.
Niestety poprzednich świąt nie udało mi się zdokuemntować, postanowiłam, więc naprawić to w tym roku.










 Wciągnęła mnie ta zabawa na całego, 
więc myślę, że w moim 
"portfolio"
pojawi się więcej takich prac
:-)







Zmykam tymczasem.
Może uda mi się jeszcze pobuszować po Waszych blogach 
i pokleić papierowe gwiazdy.
Do miłego, następnego...












Świąteczna fabryka

Świąteczna fabryka



Nastał grudzień.
Produkcja świątecznych ozdób ruszyła.
Obserwuję na Waszych blogach piękne wieńce adwentowe, kalendarze i dekoracje

Ja w pierwszej kolejności zajęłam 
się przygotowywaniem prezentów
i kartek, które trafiają do obdarowanych.
Tworzeniem dla siebie zajmę się w drugiej kolejności.















Jako jeden z  prezentów przygotowałam kolejny grudniownik, czyli album na przedświąteczne wspomnienia.
Jest inny, niż ten
bardziej oszczędny w formie.
Założyłam bowiem, że nowa właścicielka
nada mu sama osobistego charakteru,
bo potrafi 
wykonywać piękne prace.





Powstała więc baza, którą sama wypełni
dekoracjami,
według własnego uznania.

 
















Zostawiam Was teraz
w towarzystwie moich prac
i pędzę działać dalej.
Hojnego Mikołaja Wam życzę.
Uściski.
Holly


P.s. Zapraszam do mojej fabryki

var linkwithin_text = ‘Przeczytaj również:’; Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger